środa, 3 czerwca 2020

Dlaczego księżna Diana zginęła?

Śmierć księżnej Diany
Fot. Erik1980 (CC BY-SA 3.0)


Tydzień temu omówiliśmy sobie okoliczności, w jakich doszło do śmierci księżnej Diany. Przy okazji dziękuję wam za to, że w komentarzach podzieliliście się ze mną swoimi wspomnieniami z tamtego czasu. Dzisiaj natomiast chciałabym się skupić na przyczynach, które doprowadziły do wypadku, a w konsekwencji również do śmierci aż trzech osób, w tym księżnej Walii. 

Szereg fatalnych decyzji


Niedługo po wypadku swoją pracę rozpoczęli francuscy śledczy, a niemal 10 lat po śmierci księżnej Diany sprawę postanowili zbadać również angielscy. Wnioski obu tych ekip były w zasadzie podobne. Według ich ustaleń do wypadku doprowadziły trzy czynniki: zbyt duża prędkość, z jaką poruszał się samochód, stan, w jakim znajdował się jego kierowca oraz pogoń tzw. paparazzi. Mówimy więc o całym szeregu fatalnych decyzji, jakie zostały podjęte tamtego pamiętnego wieczoru.

Igranie z losem


W trakcie śledztwa ustalono, że prowadzony przez Henriego Paula Mercedes S280, w momencie, w którym wjeżdżał do tunelu Alma, miał na liczniku od 100 do nawet 150 km/h. Bez względu na to, które z tych wskazań jest bliższe prawdy, było to o wiele więcej, niż zezwalały przepisy obowiązujące na paryskich ulicach. Dlaczego więc Paul jechał tak szybko? Wydaje się, że najbardziej oczywista odpowiedź na to pytanie brzmi: bo trudno jest uciec komukolwiek, jadąc przepisowe 50 km/h. 

Embed from Getty Images 
 
Przy okazji ujawniono też jednak, że żadna z osób znajdujących się w samochodzie, nie miała zapiętych pasów bezpieczeństwa. Pojawiło się więc kolejne pytanie z serii "dlaczego?". Skąd taka niefrasobliwość, zwłaszcza w czasie ucieczki? Co miał w głowie Trevor Rees-Jones, że nie zadbał o tak podstawowy element bezpieczeństwa? Tego nie wiemy. 

Co ciekawe, w pewnym momencie francuscy śledczy doszli do wniosku, że Rees-Jones jako jedyny w samochodzie był jednak przypięty pasem, ale później te ustalenia odrzucili, uznając ostatecznie, że tak nie było. Poinformowano jednocześnie, że zapięte pasy z dużą dozą prawdopodobieństwa, uratowałyby życie pasażerom tego słynnego samochodu. 

Po opublikowaniu tych ustaleń, pod adresem dwóch ochroniarzy Dodiego posypało się sporo gorzkich słów. Rees-Jones jako jedyny przeżył wypadek w tunelu Alma, ale jego zdrowie bardzo wtedy ucierpiało. Jeden z lekarzy opisywał, że tuż po kraksie twarz ochroniarza przypominała wielką, krwawą ranę. Spędził 10 dni w śpiączce, mając ciężki uraz mózgu, klatki piersiowej i zmiażdżoną twarz, którą później zrekonstruowano, używając to tego 150 kawałków tytanu. Walka o jego życie i zdrowie trwała długo, a sam Rees-Jones do dzisiaj nie pamięta niemal niczego z wypadku. Jego pamięć zatrzymała się na momencie wsiadania do auta. 

W 2000 roku w telewizji wyemitowano wywiad z jednym z chirurgów, którzy się nim zajmowali. Powiedział on wtedy, że nigdy nie widział żywego człowieka, który miałby tyle złamanych kości. Matka Rees-Jonesa wyznała z kolei, że twarz jej syna wyglądała, jakby została uderzona przez patelnię znaną z kreskówki Tom i Jerry. Była zupełnie płaska, a lekarze przy jej rekonstrukcji wzorowali się na starych zdjęciach swojego pacjenta. 


Po wypadku zarzucano mu dość otwarcie, że nie był przeszkolony do ochrony członków rodziny królewskiej, co oczywiście było prawdą. Rees-Jones zaczął pracę u Al-Fayedów w 1995 roku, tuż po tym, jak zrezygnował ze służby w wojsku. Nigdy nie miał okazji pracować w takich warunkach. Trudno mieć jednak o to do niego pretensje. Diana dostała propozycję korzystania ze wsparcia królewskich ochroniarzy, ale ją odrzuciła. Towarzyszyli jej tylko w czasie pełnienia oficjalnych obowiązków. Przez resztę czasu była zmuszona radzić sobie bez nich. 

Niemniej jednak były ochroniarz księżnej, Ken Wharfe, oświadczył w 2016 roku, że gdyby tylko Rees-Jones chciał, Scotland Yard przeprowadziłby dla niego nieoficjalne szkolenie. Nie wiem dlaczego te informacje odnoszą się tylko do jednego z ochroniarzy Dodiego, tym bardziej, że według większości źródeł do jakich dotarłam, to Kez Wingfield miał dbać o bezpieczeństwo księżnej, podczas gdy Rees-Jones odpowiadał za Dodiego. 

Wracając jednak do naszego głównego wątku, może Diana, Dodi, Trevor i Henri chcieli odjechać jak najszybciej, a pasy zapiąć po drodze? W końcu na tyłach hotelu zostali zaskoczeni przez paparazzi, których najwyraźniej się tam nie spodziewali. Do wypadku doszło zaś zaledwie 3-4 minuty po tym, jak wyruszyli w drogę. A może po prostu zmuszenie do zapięcia pasów kogoś takiego jak Dodi, było trudnym zadaniem? Z historii znamy przykłady, w których np. dochodziło do katastrofy lotniczej, bo młodszy pilot nie umiał się postawić starszemu i bardziej doświadczonemu.

Embed from Getty Images  

Nie jest zresztą żadną tajemnicą, że praca dla Dodiego nie była łatwa. Mówiło się, że jego ochrona miała słuchać, a nie pytać. Sam Rees-Jones zeznał po wypadku, że to Paul wpadł na pomysł, aby oszukać paparazzi i że początkowo Dodi chciał jechać do swojego mieszkania wyłącznie w towarzystwie jego i Diany, na co się z Wingfieldem nie zgodzili. Uznali, że przynajmniej jeden z nich powinien być wtedy w samochodzie. 

Ujawnienie tych informacji nie przekonało jednak ani byłych ochroniarzy Diany, ani Mohameda Al-Fayeda, który początkowo bardzo wspierał Rees-Jonesa, m.in. płacąc za jego liczne operacje. Ostatecznie jednak zarzucił obu swoim byłym już wówczas pracownikom brak profesjonalizmu. Wingfield i Rees-Jones odeszli z pracy u Al-Fayeda w 1998 roku w odstępie zaledwie kilku miesięcy.

Nieszczęsny Henri Paul 


Szybkość, brak pasów i kiepskie decyzje ochroniarzy to tylko wierzchołek góry lodowej. Za głównego sprawcę wypadku uznano bowiem kierowcę Mercedesa S280, Henriego Paula. Śledztwo wykazało, że w nocy z 30 na 31 sierpnia 1997 roku znajdował się nie tylko pod wpływem alkoholu, ale i środków psychotropowych.

To, z jakiego powodu Paul wrócił do pracy tamtego wieczoru, próbowaliśmy wyjaśnić sobie tydzień temu. Śledczych zainteresowała jednak jeszcze jedna kwestia. Paul prowadził hotelowe auto, mimo że nie miał do tego uprawnień, o czym jego pracodawca wiedział. Dlaczego to zignorował? Znowu pozostaje nam zgadywać. 

Henri Paul to zresztą postać dość zagadkowa. Dla rodziny Al-Fayedów pracował blisko 11 lat. O wolnym etacie w hotelu Ritz poinformował go podobno kolega z policji, z którą utrzymywał świetne kontakty. Mówiło się, że aby dostać się do działu ochrony, Paul znacząco upiększył swoje CV. Najwyraźniej były to czasy, w których takie rzeczy jeszcze uchodziły na sucho. Paul miał twierdzić, że w przeszłości m.in. odpowiadał za bezpieczeństwo jednej z francuskich baz lotniczych, co było nieprawdą. Przed podjęciem pracy w Ritzu zajmował się bowiem sprzedawaniem katamaranów. W młodości chciał co prawda zostać zawodowym pilotem, ale okazało się, że ma za słaby wzrok. Latać mógł więc tylko hobbystycznie. W wolnym czasie czytał za to sporo książek. 

Embed from Getty Images

Był kawalerem, ale miał na koncie jeden poważny związek, który zakończył się w 1995 lub 1996 roku. Mówi się, że to właśnie z powodu tego rozstania przepisano mu antydepresanty. Według niektórych źródeł zażywał też łagodne środki stosowane w leczeniu alkoholizmu, ale trudno to potwierdzić, bo w momencie wypadku nie miał we krwi ich śladów. Stan jego wątroby również nie budził niepokoju. Oznaczało to, że albo nie był alkoholikiem, albo nim był, ale stosunkowo krótko. 

W wyniku śledztwa ustalono, że w jego krwi znajdowało się około 1,7 promila alkoholu, czyli całkiem sporo. Po większości ludzi byłoby to widać. Problem w tym, że trudno się w zachowaniu Paula tego wieczoru dopatrzeć np. problemów z równowagą. Nagrania z hotelowego monitoringu są dostępne w sieci, więc sami możecie to ocenić. W pewnym momencie widać tam nawet, jak Paul bez większych problemów wiąże sobie buty. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie był pijany, tylko raczej poddać w wątpliwość opinię, że był, jak twierdzą niektórzy świadkowie,"pijany jak świnia". 

Kez Wingfield stwierdził w swoich zeznaniach, że z zachowania Paula tego wieczoru nie wywnioskował, aby ten był pijany, bo inaczej nie pozwoliłby mu wsiąść za kółko, zwłaszcza z Dianą i Dodim w środku. Obaj ochroniarze zaprzeczyli też, że wyczuli charakterystyczny zapach alkoholu, kiedy z nim rozmawiali. 

Ostatecznie w wyniku śledztwa stwierdzono, że z dużym prawdopodobieństwem Paul wypił dwa drinki w hotelowym barze już po tym, jak wrócił do pracy. Wydaje się jednak, że to za mało, aby mieć takie stężenie alkoholu we krwi. Co więc robił między godziną 19.00, kiedy wyszedł z pracy, a 22.10, kiedy do niej wrócił? Cokolwiek to było, na pewno brał w tym udział alkohol. 

Co ciekawe i być może istotne, jakiś czas przed wypadkiem pominięto go ponoć przy awansie na szefa ochrony hotelu. Czy to z powodu tego typu problemów? Niewykluczone. Ale jeśli tak, to komu, u diabła, przyszło na myśl zrobić z niego kierowcę, nawet okazyjnego? 

Papa, paparazzi


Jeszcze tej samej nocy, w której doszło do wypadku, policja zatrzymała fotografów, którzy podążali za samochodem Diany i Dodiego. Według niektórych źródeł było to 7 osób, według innych 10, ale bez względu na ostateczną liczbę, wydaje się, że paparazzi dość szybko zostali uznani za kogoś, kto mógł doprowadzić do tej katastrofy, a to z kolei jest chyba dowodem na dantejskie sceny, jakie musiały się tam wtedy rozgrywać. 

Zanim rozwiniemy ten temat, wyjaśnijmy sobie jedną sprawę. Diana lubiła grać z mediami w bardzo niebezpieczną grę. Informowała ich gdzie będzie, obiecywała im ciekawe newsy, po czym chwilę później wściekała się, że nie dają jej żyć. Jak myślicie, kto zaprosił przedstawicieli mediów na francuskie wybrzeże? Nie próbuję usprawiedliwiać paparazzi, ale chciałabym, żebyście mieli pełny obraz sytuacji. Diana i media żyły w swego rodzaju symbiozie i wzajemnie na sobie żerowały.

Embed from Getty Images

Niektórzy świadkowie opisywali, że prowadzony przez Paula Mercedes S280 był otoczony motocyklami i skuterami niczym "rój". Nie ma jednak wątpliwości, że paparazzi pojawili się w tunelu już po tym, jak doszło w nim do wypadku. Śledczy wykluczyli więc ich bezpośredni udział w zdarzeniu. Jedyną zagadką pozostawał niemal mityczny już dzisiaj pojazd, czyli słynny biały fiat uno. Francuzi uznali, że w tunelu doszło do zderzenia dwóch samochodów, bo na wraku Mercedesa znaleziono ślady farby pochodzącej z takiego właśnie auta. Policja sprawdziła ich około 4000, ale na niewiele się to zdało. 

Cała sytuacja miała wyglądać mniej więcej tak:


Pojawiły się co prawda pewne nazwiska, ale jako że ich udział w tym, podkreślmy, domniemanym zdarzeniu, nie został ujęty we wnioskach ze śledztwa, wrócimy do nich podczas omawiania teorii spiskowych.

Sami paparazzi zarzekali się, że z całą sprawą nie mają nic wspólnego. To jednak nie pomogło i postawiono im zarzuty doprowadzenia do wypadku oraz nieudzielenia pomocy, ale na wniosek francuskiego Sądu Najwyższego w 2002 roku zostały one wycofane. 

To jednak nie zakończyło tej historii. Jacques Langevin, Christian Martinez oraz Fabrice Chassery to paparazzi, którym postawiono też zarzuty naruszenia prywatności. W tej sprawie toczył się osobny proces. Langevin odpowiadał za słynne "ostatnie zdjęcie", które możecie zobaczyć w poprzednim wpisie, a Martinez i Chassery za fotografie zrobione Dianie i Dodiemu już po wypadku. Te zostały oczywiście skonfiskowane, ale panów ostatecznie również i tym razem uniewinniono. 

Sąd w uzasadnieniu podał, że droga, którą podróżował samochód była publiczna, a Diana i Dodi opuszczając hotel byli świadomi, że zostaną sfotografowani. Taki werdykt ucieszył szczególnie właścicieli gazet, które twierdziły, że proces jest próbą zamachu na wolność mediów. Kontrowersje dotyczyły zwłaszcza postaci Langevina, który nie był podobno członkiem grupy ścigającej samochód, a na miejsce katastrofy dotarł dopiero po 15 minutach od momentu, w którym do niej doszło. 

Embed from Getty Images

Po zakończeniu drugiego, angielskiego śledztwa, William i Harry w oficjalnym oświadczeniu podziękowali wszystkim, którzy w nim uczestniczyli. W przeciwieństwie do Mohameda Al-Fayeda, o którego zdaniu na temat tego co naprawdę stało się 31 sierpnia 1997 roku w tunelu Alma, porozmawiamy za tydzień. 

A jakie jest wasze zdanie na ten temat? Co myślicie o Henrim Paulu i roli paparazzi w całym zdarzeniu? Jak zwykle jestem bardzo ciekawa. 

23 komentarze:

  1. Anonimowy6/03/2020

    Smutny finał smutnej historii. Diana to postać która, obok króla Edwarda VIII, wywarła największy wpływ na monarchię brytyjską w XX wieku. Wybór tej 20-letniej dziewczyny, pochodzącej z dysfunkcyjnego arystokratycznego domu, której słaba psychika była obciążona depresją, na przyszłą królową Zjednoczonego Królestwa to był dramatyczny błąd. A połączenie jej z mężczyzną, który również pochodził z niejako dysfunkcyjnej rodziny, posiadającego emocjonalne defekty, ponadto kochającego inną kobietę to był błąd do sześcianu. Za te błędy zarówno Diana jak i Karol zapłacili wysoką cenę. Lady Di nigdy tak naprawdę nie dojrzała - bo nie miała na to warunków - na progu dorosłości została jedną z najważniejszych osób na świecie. Jej życie aż do tego fatalnego wypadku to pasmo ciągłego wpadania w ciemną uliczkę i potykania się o własne nogi. Nie miała obok siebie nikogo, kto mógłby jej rozsądnie doradzić (czyt. prawdziwego przyjaciela) więc działała na oślep - do tej pory pamiętam wyraz jej oczu kiedy udzielała wywiadu dla Panoramy - to były oczy skrzywdzonej ofiary. A prawda - jak to ona - leży zawsze pośrodku. Diana manipulowała mediami i jednocześnie grała ich pierwszą ofiarę. Jej kolejne romanse i związki to też nieustanna sinusoida - Al Fayed był bogaczem o wątpliwych koneksjach, który zdobył ją jak kolekcjoner rzadki okaz do swojej kolekcji. Zamiast uciekać od zainteresowania prasy, ona weszła w relację z szejkiem-podrywaczem - nigdy nie zapaliła jej się czerwona kontrolka? Brak profesjonalnej ochrony, układy z paparazzi - to musiało się źle skończyć. Jej życie przypomina trochę antyczną tragedię, gdzie fatum decyduje o wszystkim i od początku wiadomo jaki ta historia będzie miała finał. Dina mogła się wycofać - prędzej czy później prasa by straciła nią zainteresowanie, jednak ona postanowiła inaczej - może w imię zemsty na rodzinie królewskiej i Karolu, może w imię pychy i niespełnionych ambicji, albo lecząc swoje piętrzące się kompleksy. Paparazzi robili zdjęcia jej zwłokom - to było okropne, Henri Paul był pod wpływem alkoholu - to było niewybaczalne, ale niestety to były tylko skutki wcześniej podejmowanych decyzji takich jak manipulowanie opinią publiczną i pokazywanie światu uroków związku z multimilionerem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że miała duży problem z tym, żeby znaleźć jakieś miejsce dla siebie w świecie po rozwodzie. W końcu nie było za bardzo nikogo, kto byłby w podobnej sytuacji co ona.

      Usuń
  2. Ja się zastanawiam, co by było gdyby samochód Diany zderzył się z innym pojazdem. Rozumiem, że paparazzi ją ścigali, ale przecież jadąc za szybko stwarzała zagrożenie też dla innych. Mogło zginąć więcej osób niż kierowca, Diana i Dodi. Tak, czy siak, szkoda, że doszło do takiej tragedii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy6/03/2020

      Myślę, że zależałoby to od "wyniku" takiego wypadku. Pewnie wyglądałoby to mniej więcej tak:
      1. Diana żyje; zwykły człowiek z drugiego auta umiera = większość (szczególnie przeciwnicy) obwinia Dianę, że swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem wraz z paparazzimi doprowadzili do czyjejś tragedii.
      2. Diana umiera; zwykły człowiek żyje = o wszystko obwiniają zwykłego człowieka. Staje się on typowem obiektem hejtu, niemal go linczują, bo przecież "to on zamordował ukochaną księżniczkę".
      3. zarówno Diana, jak i zwykły człowiek umierają = ludzie obwiniają paparazzich, a paparazzi obwiniają tamtego człowieka.

      Oczywiście to tylko taka teoria, bo jak byłoby w rzeczywistości, tego nie wiemy. Mogłoby to wyglądać tak jak nappisałam, a mogłoby wręcz odwrotnie :) W swoich przypuszczeniach kierowałam się głównie wynikami katastrof lotniczych. Tam duże znaczenie ma, czy pilot przeżył czy nie, no i czy katastrofa nie wynika z zaniedbań jakiegoś koncernu albo rządu (wtedy wiadomo, że od razu zwalą winę na pilota).

      Usuń
    2. Ludzie lubią mieć jakieś racjonalne wyjaśnienie dla wszystkiego, co widzą, a to niestety często prowadzi do różnych oskarżeń i teorii.

      Usuń
  3. Według mnie to co się wydarzyło, to efekt błędnych decyzji, wielu decyzji. To wszystko się skumulowało i stała się tragedia.
    Generalnie mam identyczne zdanie, jak osoba wypowiadająca się w pierwszym wpisie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najczęściej do tragedii doprowadza właśnie cały ciąg różnych decyzji i zdarzeń :(

      Usuń
  4. Anonimowy6/03/2020

    Jak można pisać że Diana manipulowala? Ona mediów nienawidzila, sami się do niej przywalili.Ona była bardzo nieszczęśliwa, a jej życie było piekłem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy6/03/2020

      Można tak pisać, ponieważ to prawda (smutna ale prawda). Owszem Diana nienawidziła mediów, ale tylko wtedy, gdy pisały o jej życiu prywatnym, upubliczniali jej skandale itp. Natomiast gdy chciała rozpowszechnić jakąś akcję charytatywną (czyli pozytywne intencje) albo wkurzyć kogoś/zemścić się na kimś (negatywne intencje), to wtedy sama nawiązywała kontakt z paparazzimi. Tylko że niestety to tak nie działa. Jeśli wpuścisz media do mieszkania i pozwolisz im wejść do salonu czy kuchni, to będą chciały wejść do sypialni, bo to się po prostu najlepiej sprzedaje. Nawet te nieszczęsne wakacje 1997 roku dowodzą, jak dziwna była to relacja: z jednej strony Diana nie chciała, żeby paparazzi robili jej zdjęcia, a z drugiej sama ich informowała, gdzie będzie i z kim.

      Usuń
    2. Diana potrafiła grać z mediami, ale mimo to nie wierzę, że Diana poinformowała paparazzich o tym, że będzie z Dodim i gdzie, a tym bardziej, że w jakikolwiek sposób "zaprosiła" ich na te wakacje! Paparazzi byli po prostu przyzwyczajeni, ze za zdjęcia księżnej na wakacjach dostaną fortunę. Diana jednak nie miała właściwie powodu, by aż tak się chwalić tymi wakacjami - Dodi nie był nikim szczeólnym, nic nie wskazuje na to też, by jakoś go szczególnie kochała i chciała pokazać światu, że to ten jedyny.
      Niezależnie od wszystkiego, było jak w każdym wypadku - szereg błędów, zbiegów okoliczności i tragedia gotowa. Szkoda tej kobiety, pięknej, wspaniałej, o dobrym i szczerym sercu, szkoda jej synów.

      Usuń
    3. Anonimowy6/03/2020

      Alessandro, według jednej z teorii Diana miała chcieć pokazać Hasnatowi Khanowi, ile stracił na rozstaniu z nią. Według innej chciała udowodnić, że nie jest "loserem", który siedzi sam w domu w sytuacji, gdy inni (np. Karol i Kamila) świetnie się bawią i układają sobie życie. I trzeci motyw: gdy w lipcu Karol zorganizował imprezę urodzinową dla Kamili i miał być to pozytywny PR pani Parker Bowles, "całkiem przypadkiem" przykryły ją zdjęcia... Diany z wakacji. Także mamy już co najmniej 3 powody do "pochwalenia się" wakacjami.

      Usuń
    4. Anonimowy6/04/2020

      Niestety ta historia ma podwójne dno - z jednej strony owszem paparazzi osaczyli ją od początku i nie dawali spokoju praktycznie nigdy. Presja ze strony mediów na jej (jakiekolwiek) nowe zdjęcia była dotąd niespotykana. Fenomen Diany zaskoczył wszystkich - włącznie z królową na czele. Kiedy księżna była już "kobietą z przeszłością" zaczęła grać z paparazzi, co przyniosło jej zgubę. Jest o tym świetny dokument na Netfliksie w dwóch częściach, gdzie dwadzieścia lat po jej śmierci wypowiadają się i osoby z jej otoczenia, i naczelni największych wówczas brukowców. Wszyscy, którzy się tam wypowiadają mówią otwarcie o tym, że Diana manipulowała opinią publiczną - była bardzo chwiejna, miała problem z poczuciem własnej wartości i leczyła swoje kompleksy poprzez nieustanne pragnienie bycia na pierwszych stronach gazet. I tak było aż do jej śmierci - związek z Dodim to też miała być kolejna codzienna soap opera w brukowej prasie tak, by pokazać światu (w tym kilku konkretnym osobom) że jest niezależną, wolną kobietą która może się bawić z kim i jak chce. Niestety - pomijając fakt że miała dwóch dorastających synów, którym robiła tym krzywdę - w momencie kiedy podjęła romans z Al Fayedem sama wystawiła się na takie niebezpieczeństwo. Oczywiście nie można za to wszystko winić tylko Lady Di - ona była też ofiarą manipulacji na dworze, w wyniku których została księżną Walii. To nigdy nie powinno się wydarzyć z powodów które były wyżej wymienione, jednak w momencie szalonej popularności zamiast się wycofać (chociażby dla dobra dzieci) zaczęła grać nieczysto. Prowokowała zdjęciami (dobrze wiedziała gdzie są fotografowie), nagrywała potajemne wywiady, a kumulacją był już wywiad telewizyjny i książka. Sama ponoć potem żałowała słów, które wypowiedziała. Dlatego też ciężko dzisiaj mówić o Dianie wyłącznie jako ofierze. Ona sama w dużej mierze ściągnęła na siebie to nieszczęście.

      Usuń
    5. To, że Diana chciała, aby zdjęcia z jej udanych wakacji z synami ukazały się w mediach, pojawia się w bardzo wielu relacjach. Myślę, że zbyt wielu, aby to mógł być przypadek, ale oczywiście pewności nie ma. Stąd też moje pytanie.

      Usuń
  5. Anonimowy6/03/2020

    Dziękuję za post, komentarze również są bardzo ciekawe. Tylko nikt nie wspomniał o ochroniarzu Reesie-Jonesie. To szczyt szczytów, że z niewinnego i poważnie rannego człowieka próbowano zrobić kozła ofiarnego. Nie był przeszkolony do ochrony royalsów - ale czy to jego wina? Przecież nie zatrudniał się w ochronie królowej, a jako ochroniarz na usługach biznesmena. Czy ochroniarz z Biedronki też ma mieć takie szkolenie, bo a nuż królowa przyjdzie zrobić zakupy? (oczywiście żartuję, ale co zrobić, kiedy czyta się o takich zarzutach). Albo sugestia, że mógł sam poprosić Scotland Yard o przeszkolenie - Naprawdę? Jego wpływowy pracodawca Al-Fayed tego nie zrobił, a szeregowy ochroniarz z zaledwie kilkuletnim doświadczeniem sam z siebie ma to sobie załatwić? Pan Ken Wharfe naprawdę powinien spokornieć - widziałam go kilka razy w TV i zawsze twierdzi, że "gdyby nie on, to do tego wypadku by nie doszło". Facet naprawdę powinien realnie spojrzeć na sytuację i przestać czepiać się zwykłego Kowalskiego (w tym przypadku Reesa-Jonesa), bo na tej samej zasadzie jemu też można by absurdalnie zarzucić, że "mógł przecież ochraniać potajemnie Dianę, nawet jeśli nie chciała".

    Co do Henri Paula i jego alkoholizmu - "pijany jak świnia" pewnie nie był, w przeciwnym razie bardzo łatwo każdy by to zauważył i aż 3 osoby do samochodu by z nim nie wsiadły. Podejrzewam, że była to przesada charakterystyczna dla takich sytuacji (im więcej mija czasu, tym bardziej pewne fakty są wyolbrzymiane). H. Paul mógł mieć po prostu tzw. "mocną głowę" i zachowywać się w sposób, który większość określi jako luzacki czy nonszalancki. Jeśli zachowywał się tak na co dzień, to o wiele łatwiej było przegapić to innym ludziom (szczególnie jeśli go nie znali). To oczywiście tylko takie gdybania - w końcu opieramy się tylko na fragmentach całej układanki.

    Paparazzi - jak dla mnie kozły ofiarne. Oczywiście wiele mają za uszami i często zachowują się niemoralne, ale akurat w tej sytuacji byli tylko częścią składową całego tego systemu (tzn. jeśli obwiniamy ich, to tak samo Dianę). Jedyne, co uznałabym za wyjątkowo nieetyczne, to robienie zdjęć ofiarom chwilę po wypadku. Aż mnie dreszcze przechodzą, kiedy o tym pomyślę. To musiało dosłownie wyglądać jak sępy stojące nad umierającym i czekające na żer.

    Swoją drogą pamiętam, jak kiedyś w dokumencie poświęconym okolicznościom wypadku powiedzieli, że wydawcy przeróżnych pism zablokowali zdjęcia rannej Diany albo wycofali się z publikacji/zakupu zdjęć dopiero wtedy, gdy dowiedzieli się, że Diana zmarła (póki informacji o zgonie nie było, wszystko normalnie kupowali). Czyli co? Gdyby np. Diana przeżyła, ale wylądowała na wózku, to zdjęcia poszłyby w świat? To jest dopiero przerażające, bo oznacza, że wypadek wcale ich nie przeraził...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam niemal identyczne zdanie na ten temat. Dzięki za tak wyczerpujące podzielenie się swoją opinią!

      Usuń
  6. Szczerze przyznam, że mam trochę mieszane uczucia co do Diany, myślę, że była niekonsekwentna i tego najbardziej u niej nie potrafię zrozumieć - jak z jednej strony mogła igrać z mediami, a z drugiej twierdzić, że ma dość tego braku prywatności? Skoro miała taką możliwość to nie rozumiem dlaczego nie skorzystała z ochrony przysługującej rodzinie królewskiej. Wciąż też nie mogę zrozumieć, dlaczego tamtego wieczoru Dodi i Diana opuścili hotel - ok, tłum ludzi, fotoreporterów i w ogóle, ale aż tak ryzykować? Przecież musieli mieć świadomość, że gdziekolwiek by się nie udali, paparazzi prędzej czy później i tak by ich znaleźli i cały "cyrk" zacząłby się od nowa.
    Natomiast sadzanie za kółko osobę bez uprawnień, nawet jeśli umie ona jeździć, jest dla mnie czystą głupotą. A już zwłaszcza, jak się planuje uciekać przed fotoreporterami...
    Nie zgodzę się z wyrokiem sądu,który uniewinniał fotoreporterów, przecież gdyby tamtej nocy ich nie gonili, a Diana z Dodi'm przed nimi nie uciekali, nic takiego nie miałoby miejsca. I jakoś nie przemawia do mnie argument, że "taką mają pracę". Zrozumiałabym gdyby była mowa tutaj mowa o służbach bezpieczeństwa czy medycznych, ale łamanie przepisów i igranie ze śmiercią, żeby pstryknąć parę zdjęć jest dla mnie absurdalne. Cud, że żadnemu z paparazzi nic się nie stało. A ich zachowanie na miejscu wypadku woła niemal o pomstę do nieba.
    Intrygujące są te ślady białej farby na wraku, wcześniej o tym nie słyszałam. Tak się zastanawiam, czy to nie mogła być farba z tego filaru tunelu, o który samochód się roztrzaskał?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy6/04/2020

      Sąd nie skazał fotoreporterów, bo - mówiąc wprost - nie miał za co. Paparazzi nie stanowili dla Diany i Dodiego realnego zagrożenia (tzn. nie próbowali ich zastrzelić, zgwałcić, pobić itp.). Nie wtargnęli na teren prywatny, ponieważ samochód, którym Diana i Dodi jechali (w tym wnętrze, w którym siedzieli), a także okolica (centrum Paryża) to przestrzeń publiczna. Paparazzi nie wykonywali również zdjęć bez wiedzy zainteresowanych (Diana i Dodi mieli świadomość, że będą fotografowani po wyjściu z hotelu, czego dowodzi choćby ich wcześniejsze zachowanie).

      Rozumiem Twój tok myślenia, ale rzeczy, o których wspominasz, to kwestia czysto moralna, etyczna, natomiast na tej podstawie nie można nikogo skazać. Poza tym argument typu "gdyby ich nie gonili, to Diana i Dodi by nie uciekali" to żaden argument. Równie dobrze można powiedzieć, że "gdyby Diana nie wyszła z hotelu, wciąż by żyła" - teraz to sobie możemy gdybać, bo znamy okoliczności i finał. Sąd musi się jednak trzymać faktów, a fakty są takie, że to nie jazda paparazzich spowodowała wypadek Diany, tylko jazda Henri'ego Paula. To on był w krytycznym momencie decydentem bezpośrednio kierującym autem i to jego zła decyzja była przyczyną wypadku.

      Usuń
    2. Jeśli chodzi o białą farbę to stwierdzono z całą pewnością, że to rodzaj farby, która była używana tylko do malowania fiata uno z konkretnych roczników. Nie wiem natomiast czy np. ten biały fiat uno nie mógł wcześniej mieć jakiegoś kontaktu z filarem i pozostawić na nim farbę, która potem dostała się na mercedesa. To tylko moje głośne myśli, ale sądzę, że poddałaś pod rozwagę ciekawy pomysł.

      A jeśli chodzi o paparazzi to ja się nawet zgodzę z tym uniewinnieniem za doprowadzenie do wypadku, nieudzielenie pomocy i nawet za naruszenie prywatności dla Langevina. Ale robienie zdjęć (i to w celach komercyjnych) ludziom, którzy ulegli ciężkiemu wypadkowi, powinno być moim zdaniem karane. Wolność prasy czy miejsce publiczne nie ma tu nic do rzeczy.

      Usuń
    3. Anonimowy6/05/2020

      Zgadzam się, natomiast nie mam pojęcia, pod jaki paragraf sąd mógłby ewentualnie "podciągnąć" robienie takich zdjęć. W odniesieniu do zmarłych jest zabezpieczenie w postaci np. zarzutu o bezczeszczenie zwłok, ale w odniesieniu do rannych? Może mogłoby to uchodzić za psychiczne znęcanie? Jak sądzicie? W każdym razie widać tu lukę w przepisach niedostosowanych do sytuacji takich jak ta z 1997 roku.

      Agnieszko, wspominasz o zdjęciach komercyjnych, ale ja do tej grupy dołączyłabym też gapiów, którzy robią ofiarom fotki "na pamiątkę", żeby się potem "pochwalić" znajomym, upublicznić albo zebrać lajki. To też jest odrażające.

      Jeszcze co do tego Fiata - kojarzę wersję, gdzie mercedes uderza w fiata jeszcze przed wjazdem do tunelu, więc tu opcja z filarem odpada. Podawano jakieś inne możliwości?

      Usuń
    4. Ci paparazzi byli oskarżeni o naruszenie prywatności i wydaje mi się, że to w sumie całkiem niezły paragraf.

      Zgadzam się co do robienia zdjęć, bez względu na to kto je robi, wspomniałam o celach komercyjnych, bo takie zdjęcia robią potem z nas wszystkich tych właśnie zwykłych gapiów.

      A co do fiata, to myślę, że jeśli rzeczywiście doszło do tego zdarzenia, to ta osoba uciekła z miejsca wypadku, co jest karalne i mogła po prostu bać się, że za to odpowie.

      Usuń
    5. Anonimowy6/08/2020

      Tylko że oparcie się na tym konkretnym paragrafie okazało się w praktyce przyczyną uniewinnienia fotografów. Sąd francuski uznał wnętrze samochodu za przestrzeń publiczną, więc paparazzi robiący zdjęcia tej przestrzeni publicznej (czyli Diany w samochodzie) w świetle prawa nie robili nic złego. To właśnie dlatego zastanawiałam się nad innym paragrafem, bo ten o naruszeniu prywatności - jak pokazała rzeczywistość - okazał się zbyt słaby do wydania wyroku skazującego. To tak tylko gwoli wyjaśnienia. Pozdrowienia :D

      Usuń
  7. Bardzo dziękuję Ci za serię postów o wypadku, o wszystkim, co do niego doprowadziło.

    Ja zgadzam się z tym, że kwestie związane z paparazzi są natury moralnej, etycznej. Też nie rozumiem zdania Diany. Wiedziała, co się dzieje, jakie wzbudza zainteresowanie. Było już bardzo późno, mogła zostać w hotelu i odpocząć. Gra z mediami była z jej strony bardzo nierozsądna.

    Jednak moim zdaniem nawet tak popularni ludzie jak Diana powinni mieć trochę prywatności. Nie można tak prześladować, nękać ludzi non stop.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. I dziękuję za miłe słowa. Przygotowanie tego materiału zajęło mi sporo czasu, więc cieszę się, że ktoś to czyta i jeszcze poświęca chwilę, aby napisać kilka słów :) Dzięki!

      Usuń

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia