czwartek, 11 czerwca 2020

Teorie spiskowe związane ze śmiercią księżnej Diany

Śmierć księżnej Diany
Fot. Bobak Ha'Eri (CC BY 2.5)

Ostatnio rozmawialiśmy na temat tego, co wydarzyło się 30 i 31 sierpnia 1997 roku w Paryżu. Przebieg zdarzeń i wyniki śledztwa to jednak nie wszystko. Jak w każdej tego typu sprawie, tak i w tej pojawiło się mnóstwo teorii spiskowych. Ich największym orędownikiem okazał się ojciec Dodiego, Mohamed Al-Fayed, który od lutego 1998 roku twierdzi, że śmierć jego syna i Diany była efektem spisku. Jakiego? Opcji jest wiele.  

Henri Paul popełnił samobójstwo 


Jedną z mniej popularnych, bo i najnudniejszych teorii tego typu, jest ta mówiąca o Henrim Paulu jako samobójcy. Zastępca szefa ochrony hotelu Ritz rzeczywiście leczył się z depresji, a w jego krwi odkryto ślady m.in. prozacu, o czym mogliście poczytać tydzień temu. Czy postanowił zakończyć swoje życie? Nie ma na to żadnych dowodów. 

Henri Paul pracował dla MI6


Inną, o wiele bardziej popularną wersją wydarzeń jest ta, według której Henri Paul współpracował z brytyjskimi lub francuskimi służbami specjalnymi, życzeniem których miało być pozbawienie życia Diany. Przy tej opcji obstawał i nadal obstaje ojciec Dodiego, Mohamed Al-Fayed.  

Embed from Getty Images

Po wypadku w kieszeniach Paula znaleziono sporo gotówki, a niedługo po tym odkryto też, że resztę swoich pieniędzy trzymał na 15 różnych kontach. Co więcej, chodziło o kwoty, które nijak miały się do jego zarobków. Podnoszono też fakt, że osoba, która miała ponad 1,7 promila alkoholu we krwi, nie mogła zachowywać się zupełnie normalnie, a na to wskazywały zapisy z kamer monitoringu oraz zeznania m.in. obu ochroniarzy Dodiego. 

Raport z przeprowadzonego śledztwa wykluczył jednak, że Paul miał jakikolwiek związek z MI6. Jeśli zaś utrzymywał kontakty ze służbami francuskimi, miały one charakter sporadyczny. Nie zostały zupełnie wykluczone, ale wiele osób zwraca uwagę na fakt, że Paul pracował w ekskluzywnym hotelu na wysokim stanowisku związanym z ochroną, co samo w sobie było powodem, dla którego mógł mieć kontakty tego rodzaju. VIP-y często podróżują z ochroną, a ochrona jest uzbrojona. Już samo ustalenie zasad, na jakich takie osoby mogły wnosić broń do hotelu, było sensownym powodem do kontaktu ze służbami specjalnymi, które we Francji odpowiadają m.in. za kwestie związane z terroryzmem.

Do zarzutów dotyczących stanu Paula w momencie wypadku odniosło się przynajmniej kilku lekarzy, którzy stwierdzili, że ludzie mają różną tolerancję dla alkoholu i że istnieje możliwość, aby zachowywać się względnie normalnie z podobnym do Paula wynikiem badania krwi. Myślę, że tego akurat nikomu z nas nie trzeba tłumaczyć. Mimo to w związku z podejrzeniami, że analizowana wcześniej krew wcale nie należała do kierowcy Mercedesa S280, 9 grudnia 2009 roku raz jeszcze ją zbadano i z całą pewnością potwierdzono, że wynik poprzednich badań był prawidłowy. Te wnioski zostały odrzucone zarówno przez rodzinę Al-Fayedów, jak i przez rodziców Paula, chociaż z innych powodów.

Embed from Getty Images

Jeśli natomiast chodzi o sprawę pieniędzy, to uznano, że Paul, jako osoba zajmująca wysokie stanowisko w hotelu, często dostawał duże napiwki. To popularna w takich miejscach forma uznania i podziękowania. W Ritzu zatrzymywali się wyłącznie zamożni ludzie, którzy często powierzali Paulowi załatwienie różnych spraw. Te podejrzenia potwierdziła rodzina i znajomi Paula. Co więcej, Paul wynajmował dom, z którego miał dodatkowy dochód. Był kawalerem i nie prowadził wystawnego trybu życia, a trzymanie pieniędzy na kilku czy nawet kilkunastu subkontach było wtedy popularne wśród Francuzów. 

Stoi za tym rodzina królewska 


Współpraca Paula z jakimikolwiek służbami specjalnymi w celu pozbawienia życia Diany wydaje się mało prawdopodobna, ale spróbujmy jeszcze wyjaśnić sobie, dlaczego MI6 miałoby chcieć zabić Dianę. Mohamed Al-Fayed utrzymuje, że stało się to na zlecenie rodziny królewskiej, która nie życzyła sobie, aby ojczymem przyszłego króla Wielkiej Brytanii został muzułmanin. Całą akcję miał zlecić książę Edynburga. 

Embed from Getty Images

W 2003 roku były kamerdyner księżnej, Paul Burrell, ujawnił notatkę, którą miała napisać Diana. Wynikało z niej, że ktoś planuje jej wypadek poprzez np. uszkodzenie hamulca w samochodzie. Chodziło podobno o to, aby książę Karol mógł się powtórnie ożenić. 

Brzmi szokująco? Oczywiście. Nieprawdopodobnie? A jakże. Nie ma wątpliwości, że Diana była osobą szalenie niewygodną dla rodziny królewskiej, ale czy wyobrażacie sobie, co by się stało, gdyby coś takiego wyszło na jaw? To byłby koniec monarchii w Wielkiej Brytanii. Zresztą, już sama reakcja rodziny królewskiej na śmierć Diany, tak nieskładna i niedelikatna, jest moim zdaniem niezłym argumentem za tym, że o całej tej sprawie nic nie wiedzieli. 

Embed from Getty Images

Co więcej, Diana nie była jedyną przeszkodą na drodze do ślubu kościelnego Karola i Camilli. Przypomnijmy, że od śmierci księżnej minęło ponad 20 lat, a oni nadal takiego ślubu nie mają. Dlaczego? Otóż Andrew Parker-Bowles, były mąż Camilli,  ciągle żyje i z tego co mi wiadomo, nigdy nie podejrzewał, że ktoś czyha na jego życie. Zresztą, drugi ślub Karola naprawdę nie był największym problemem, jaki rodzina królewska miała w tamtym czasie z Dianą. 

Diana była w ciąży


Czy w takim razie zastanawialiście się nad tym, skąd u Mohameda Al-Fayeda tak silne przekonanie, że Diana zginęła, bo rodzina królewska nie chciała, aby ojczymem Williama został Dodi? W końcu para znała się zaledwie od sześciu tygodni. Trudno po tak krótkim czasie zdecydować się na ślub, prawda? 

Otóż Mohamed Al-Fayed twierdził, że Diana w momencie wypadku była w ciąży i w związku z tym para 1 września planowała ogłosić swoje zaręczyny. Tu znowu wracamy do 30 sierpnia, kiedy, jak pewnie pamiętacie, Dodi wrócił do hotelu z katalogiem od jubilera. Sprzedawcy raz twierdzili, że pierścionek sprzedali, innym razem, że nie, a jeszcze kolejnym, że chodziło o zmianę jego rozmiaru. Ostatecznie uznano, że w całą sprawę wmieszał się Al-Fayed, który rzeczywiście kupił pierścionek, ale stało się to kilka dni po wypadku. Wybrał go pracownik Ritza. 

Embed from Getty Images

Ostatecznie w raporcie z operacji Paget (czyli brytyjskiego śledztwa) stwierdzono, że ogłoszenie zaręczyn przez najsłynniejszą kobietę świata, wymagałoby pewnych przygotowań. Byłoby to bowiem wydarzenie na skalę światową. Na nic takiego nie znaleziono żadnych dowodów.

Wiele kontrowersji wzbudził jednak fakt, że Dianę bardzo szybko po śmierci zabalsamowano. W teorii powinno się zaczekać do orzeczenia, że sekcja zwłok nie będzie konieczna. W przypadku Diany nie dopełniono tej formalności. Tłumaczono potem, że 31 sierpnia był bardzo gorącym dniem, a ciało Diany leżało w pustym pomieszczeniu szpitalnym. Kostnica znajdowała się po drugiej stronie budynku i w pewnym oddaleniu, dlatego nie było mowy o tym, aby je tam przenieść. Do schłodzenia pokoju użyto suchego lodu i klimatyzacji, ale na niewiele się to zdało. Jeszcze tego samego dnia ciało miało być oglądane przez księcia Karola, siostry Diany i prezydenta Francji, a pokazywanie im go w takim stanie uznano za niedopuszczalne. Komisarz policji Martine Monteil wydała więc pozwolenie na jego zabalsamowanie.  

Embed from Getty Images

W celu wykluczenia ciąży zbadano krew przedtransfuzyjną, znalezioną w samochodzie na miejscu, na którym siedziała Diana. Wyniki wykluczyły ciążę księżnej. Ponadto jej przyjaciele potwierdzili, że stosowała antykoncepcję, a Trevor Rees-Jones zaprzeczył w swoich zeznaniach, że Dodi miał w planach oświadczyny. 


Samochód nie nadawał się do jazdy 


Sporo zastrzeżeń wzbudził też stan Mercedesa S280, którym feralnej nocy podróżowali Diana i Dodi. Dziennikarze odkryli, że było to auto powypadkowe, za złomowanie którego właściciel dostał swego czasu pieniądze od ubezpieczyciela. Z niewyjaśnionych przyczyn postanowił jednak samochód naprawić, a potem sprzedał go firmie Etoile Limousines, która współpracowała z Ritzem, wypożyczając mu swoje auta. 

Co więcej, samochód ten miał przez dłuższy czas stać nieużywany w podziemiach Ritza. Czy tak rzeczywiście było? Szczerze wątpię. Po co Ritz miałby garażować auto, którego nie był właścicielem? Wydaje mi się to zupełnie pozbawione sensu. 

Embed from Getty Images

Jeszcze większym zainteresowaniem cieszy się sprawa pasów. Wielu znajomych Diany, w tym również jej siostra, Sarah McCorquodale, przyznało, że księżna Walii miała małą obsesję na punkcie ich zapinania. Wiele zdjęć rzeczywiście to potwierdza. 

Embed from Getty Images 
  Embed from Getty Images

Śledztwo w 1998 roku wykazało, że wszystkie mechanizmy związane z pasami były w samochodzie sprawne, ale, co ciekawe, w 2005 roku Transport Research Laboratory przeprowadziło swoje badania i poinformowało, że rzeczywiście, wszystkie mechanizmy były sprawne... poza prawym tylnym, czyli tym znajdującym się w miejscu, na którym siedziała Diana. Poinformowano jednocześnie, że jego uszkodzenie prawdopodobnie było to efektem wypadku. 

Szpitalny spisek


26 minut po północy po raz pierwszy połączono się ze służbami ratunkowymi w sprawie wypadku w tunelu Alma, ale Diana została przyjęta do szpitala dopiero o 2:06. To budzi wiele pytań i wątpliwości.

O godzinie 0:30 na miejsce wypadku dotarła policja, dwie minuty później pojawiła się straż pożarna, a kolejne 8 minut po niej pogotowie ratunkowe. Wyciąganie Diany z samochodu trwało do 1:00. Wtedy też stwierdzono zatrzymanie akcji serca. W związku z tym dopiero o 1:18 znalazła się w karetce, a ta mogła ruszyć o 1:41. Na wyraźne życzenie lekarza jechała wolno, ale to nie pomogło i konieczny był postój na Gare d'Austerlitz w celu przywrócenia Dianie funkcji życiowych. Do szpitala dotarła więc o 2:06. 

  Embed from Getty Images

Lekarz dyżurujący w porozumieniu z lekarzem, który był na miejscu, zdecydował o przewiezieniu Diany (i Trevora, gwoli ścisłości) do szpitala Pitie-Salpetriere, który był lepiej przygotowany do przyjęcia pacjentów z tak poważnymi urazami, niż szpital znajdujący się bliżej tunelu Alma. 

Najsłynniejszy na świecie biały fiat uno 


Podejrzewam, że jeśli słyszeliście kiedyś o którejś z teorii spiskowych dotyczących śmierci Diany, to właśnie o tej. Powiedziano i napisano o niej wszystko, co było do powiedzenia i napisania. 

Ten temat poruszyliśmy delikatnie tydzień temu, ale mimo braku stuprocentowej pewności, że do jakiegoś zderzenia w tunelu doszło, śledczy (zarówno francuscy jak i brytyjscy) skłonili się ku temu, że coś takiego rzeczywiście miało miejsce. Jeśli ktoś chciałby zobaczyć, jak miało to wyglądać, odsyłam do poprzedniego wpisu. My natomiast skupmy się na szczegółach.

Francuska policja w ciągu roku od wypadku sprawdziła ponad 4000 takich samochodów, ale nie znalazła właściciela tego, który nocą 31 sierpnia 1997 roku przejeżdżał tunelem Alma. Faktem jest, że żadna z kamer zainstalowanych w pobliżu tunelu nie zarejestrowała tej kolizji. Dzisiaj wydaje się to wręcz nieprawdopodobne, ale wtedy miasto miało mało swoich własnych kamer. Były one powszechnie używane przez właścicieli sklepów, ale służyły głównie poprawie bezpieczeństwa, więc były zwrócone w kierunku drzwi lokali. 

Nad wjazdem do tunelu znajdowała się co prawda jedna kamera należąca do Paris Urban Traffic Unit, ale od około godziny 23 pracowała wyłącznie w czasie rzeczywistym. Policja mogła oglądać to, co dzieje się na ulicach, ale nie było to nagrywane. Znalazło się natomiast kilku naocznych świadków, którzy zeznali, że widzieli białego fiata uno wyjeżdżającego z tunelu. 

Media i Mohamed Al-Fayed długo podejrzewały, że samochód należał do jednego z francuskich fotoreporterów, Jamesa Andansona, który wcześniej był w grupie paparazzi, fotografujących Dianę podczas wakacji z dziećmi. Był on autorem m.in. zdjęcia posiadłości rodziny Al-Fayedów z tego wpisu. Według Al-Fayeda on też mógł być agentem MI6. 

Jedno ze zdjęć zrobionych Dianie i Williamowi przez Andansona tamtego lata: 

  Embed from Getty Images

Próbom wyciszenia tej teorii spiskowej nie pomógł fakt, że Andanson tuż po wypadku zwierzał się znajomym, że był w niego zamieszany, a w maju 2000 roku popełnił samobójstwo. Jego ciało znaleziono w spalonym samochodzie marki BMW. Szybko uznano, że mogło być to efektem wyrzutów sumienia lub działania służb specjalnych w celu zamknięcia mu ust.

Śledztwo wykazało jednak, że w momencie wypadku biały fiat uno Andansona był niesprawny i od kilku lat stał na terenie jego domu, oddalonego o ponad 280 kilometrów od Paryża. Nie mógł więc brać w nim udziału. Alibi na 30 i 31 sierpnia miał też sam Andanson. Jego żona zeznała, że przez cały ten weekend był w domu. Tę wersję wydarzeń potwierdzili sąsiedzi pary. W październiku 1997 roku Andanson sprzedał samochód i zrobił to całkowicie otwarcie. Wcześniej jednak został on poddany badaniom, które wykluczyły jego udział w słynnej kolizji.

Co do samej śmierci Andansona, to wielu jego znajomych zeznało, że często mówił o planach odebrania sobie życia. Miał podobno problemy natury osobistej.

Znaleziono go siedzącego na fotelu kierowcy. Co ciekawe, w jego głowie znajdował się otwór, ale szybko stwierdzono, że był on efektem działania ognia. Al-Fayed w to nie uwierzył. Uznał, że nikt nie zadałby sobie tak bolesnej śmierci. Sekcja zwłok wykazała bowiem, że Andanson nie zginął od płomieni, tylko w wyniku zatrucia tlenkiem węgla.

  Embed from Getty Images

Najbardziej prawdopodobnym kandydatem na kierowcę białego fiata uno okazał się ostatecznie Le Van Thanh, który w 1997 roku miał 22 lata i pracował na nocnej zmianie jako ochroniarz. W 2006 roku jego ojciec (swoją drogą, kolejny po panu Markle rodzic roku) wyznał, że Le Van jeszcze tej samej nocy, której doszło do wypadku Diany, przemalował swój samochód na czerwono przy pomocy brata, który był mechanikiem. Thanh został przesłuchany przez policję jeszcze w latach 90., ale zeznał wtedy, że w momencie wypadku był w pracy. Później jednak okazało się, że w czasie, w którym doszło do kolizji, miał przerwę, którą lubił spędzać w domu. Badania samochodu nie wykluczyły jego udziału w sprawie. Pewności co do tego jednak nie było.

Angielscy śledczy uznali ostatecznie, że osoba, która prowadziła ten samochód widmo, po prostu przestraszyła się i uciekła, a potem bała się ujawnić, bo francuska policja poinformowała publicznie, że ukaże ją za ucieczkę z miejsca wypadku i nieudzielenie pomocy poszkodowanym. Ucieczka z miejsca wypadku, nawet przez siebie niezawinionego, jest oczywiście karana. 

Tajemniczy błysk

Pojawiły się też doniesienia o jasnym błysku światła, który miał oślepić kierowcę i w efekcie doprowadzić do wypadku. Aż trzech świadków katastrofy zeznało, że go widziało. Jednym z nich był Francois Levistre, którego samochód w momencie wypadku znajdował się przed Mercedesem. Stwierdził on, że przy wyjeździe z tunelu wyraźnie błysnęło światło. Zaprzeczyła temu jego żona, która siedziała na siedzeniu obok. Policja uznała go za niewiarygodnego świadka, bo w 1989 roku został skazany za nieuczciwość. Za to podobne zeznanie do niego złożył też amerykański turysta, Brian Anderson.   

  Embed from Getty Images

Głosy, jak widzicie, były sprzeczne, ale ostatecznie uznano, że Henri Paul zaczął walkę o opanowanie samochodu dużo wcześniej niż w miejscu, gdzie miał pojawić się ów błysk. Co więcej, światło stroboskopowe o jakim była mowa, z pewnością oślepiłoby również innych ludzi, w tym kierowcę białego fiata uno oraz paparazzi. Byłoby widoczne na bardzo szerokim obszarze. 

Wrogowie Mohameda Al-Fayeda 


Na koniec mam dla was całkowity zwrot akcji. Są osoby, które wierzą, że celem do zlikwidowania nie była Diana, a... Dodi. Jego zamordowanie miało być zemstą licznych wrogów Mohameda Al-Fayeda, który, jak ponoć duża część egipskich miliarderów, ma jakieś powiązania z mafią i wojskiem. 

Embed from Getty Images

Co wy na to? I na pozostałe teorie? A może słyszeliście o jeszcze innych? Dajcie znać. 

To już ostatni wpis z krótkiej serii poświęconej śmierci Diany. Przyznam, że jej przygotowanie zajęło mi mnóstwo czasu, dlatego dziękuję za wszystkie wasze komentarze, uwagi i miłe słowa. 

środa, 3 czerwca 2020

Dlaczego księżna Diana zginęła?

Śmierć księżnej Diany
Fot. Erik1980 (CC BY-SA 3.0)


Tydzień temu omówiliśmy sobie okoliczności, w jakich doszło do śmierci księżnej Diany. Przy okazji dziękuję wam za to, że w komentarzach podzieliliście się ze mną swoimi wspomnieniami z tamtego czasu. Dzisiaj natomiast chciałabym się skupić na przyczynach, które doprowadziły do wypadku, a w konsekwencji również do śmierci aż trzech osób, w tym księżnej Walii. 

Szereg fatalnych decyzji


Niedługo po wypadku swoją pracę rozpoczęli francuscy śledczy, a niemal 10 lat po śmierci księżnej Diany sprawę postanowili zbadać również angielscy. Wnioski obu tych ekip były w zasadzie podobne. Według ich ustaleń do wypadku doprowadziły trzy czynniki: zbyt duża prędkość, z jaką poruszał się samochód, stan, w jakim znajdował się jego kierowca oraz pogoń tzw. paparazzi. Mówimy więc o całym szeregu fatalnych decyzji, jakie zostały podjęte tamtego pamiętnego wieczoru.

Igranie z losem


W trakcie śledztwa ustalono, że prowadzony przez Henriego Paula Mercedes S280, w momencie, w którym wjeżdżał do tunelu Alma, miał na liczniku od 100 do nawet 150 km/h. Bez względu na to, które z tych wskazań jest bliższe prawdy, było to o wiele więcej, niż zezwalały przepisy obowiązujące na paryskich ulicach. Dlaczego więc Paul jechał tak szybko? Wydaje się, że najbardziej oczywista odpowiedź na to pytanie brzmi: bo trudno jest uciec komukolwiek, jadąc przepisowe 50 km/h. 

Embed from Getty Images 
 
Przy okazji ujawniono też jednak, że żadna z osób znajdujących się w samochodzie, nie miała zapiętych pasów bezpieczeństwa. Pojawiło się więc kolejne pytanie z serii "dlaczego?". Skąd taka niefrasobliwość, zwłaszcza w czasie ucieczki? Co miał w głowie Trevor Rees-Jones, że nie zadbał o tak podstawowy element bezpieczeństwa? Tego nie wiemy. 

Co ciekawe, w pewnym momencie francuscy śledczy doszli do wniosku, że Rees-Jones jako jedyny w samochodzie był jednak przypięty pasem, ale później te ustalenia odrzucili, uznając ostatecznie, że tak nie było. Poinformowano jednocześnie, że zapięte pasy z dużą dozą prawdopodobieństwa, uratowałyby życie pasażerom tego słynnego samochodu. 

Po opublikowaniu tych ustaleń, pod adresem dwóch ochroniarzy Dodiego posypało się sporo gorzkich słów. Rees-Jones jako jedyny przeżył wypadek w tunelu Alma, ale jego zdrowie bardzo wtedy ucierpiało. Jeden z lekarzy opisywał, że tuż po kraksie twarz ochroniarza przypominała wielką, krwawą ranę. Spędził 10 dni w śpiączce, mając ciężki uraz mózgu, klatki piersiowej i zmiażdżoną twarz, którą później zrekonstruowano, używając to tego 150 kawałków tytanu. Walka o jego życie i zdrowie trwała długo, a sam Rees-Jones do dzisiaj nie pamięta niemal niczego z wypadku. Jego pamięć zatrzymała się na momencie wsiadania do auta. 

W 2000 roku w telewizji wyemitowano wywiad z jednym z chirurgów, którzy się nim zajmowali. Powiedział on wtedy, że nigdy nie widział żywego człowieka, który miałby tyle złamanych kości. Matka Rees-Jonesa wyznała z kolei, że twarz jej syna wyglądała, jakby została uderzona przez patelnię znaną z kreskówki Tom i Jerry. Była zupełnie płaska, a lekarze przy jej rekonstrukcji wzorowali się na starych zdjęciach swojego pacjenta. 


Po wypadku zarzucano mu dość otwarcie, że nie był przeszkolony do ochrony członków rodziny królewskiej, co oczywiście było prawdą. Rees-Jones zaczął pracę u Al-Fayedów w 1995 roku, tuż po tym, jak zrezygnował ze służby w wojsku. Nigdy nie miał okazji pracować w takich warunkach. Trudno mieć jednak o to do niego pretensje. Diana dostała propozycję korzystania ze wsparcia królewskich ochroniarzy, ale ją odrzuciła. Towarzyszyli jej tylko w czasie pełnienia oficjalnych obowiązków. Przez resztę czasu była zmuszona radzić sobie bez nich. 

Niemniej jednak były ochroniarz księżnej, Ken Wharfe, oświadczył w 2016 roku, że gdyby tylko Rees-Jones chciał, Scotland Yard przeprowadziłby dla niego nieoficjalne szkolenie. Nie wiem dlaczego te informacje odnoszą się tylko do jednego z ochroniarzy Dodiego, tym bardziej, że według większości źródeł do jakich dotarłam, to Kez Wingfield miał dbać o bezpieczeństwo księżnej, podczas gdy Rees-Jones odpowiadał za Dodiego. 

Wracając jednak do naszego głównego wątku, może Diana, Dodi, Trevor i Henri chcieli odjechać jak najszybciej, a pasy zapiąć po drodze? W końcu na tyłach hotelu zostali zaskoczeni przez paparazzi, których najwyraźniej się tam nie spodziewali. Do wypadku doszło zaś zaledwie 3-4 minuty po tym, jak wyruszyli w drogę. A może po prostu zmuszenie do zapięcia pasów kogoś takiego jak Dodi, było trudnym zadaniem? Z historii znamy przykłady, w których np. dochodziło do katastrofy lotniczej, bo młodszy pilot nie umiał się postawić starszemu i bardziej doświadczonemu.

Embed from Getty Images  

Nie jest zresztą żadną tajemnicą, że praca dla Dodiego nie była łatwa. Mówiło się, że jego ochrona miała słuchać, a nie pytać. Sam Rees-Jones zeznał po wypadku, że to Paul wpadł na pomysł, aby oszukać paparazzi i że początkowo Dodi chciał jechać do swojego mieszkania wyłącznie w towarzystwie jego i Diany, na co się z Wingfieldem nie zgodzili. Uznali, że przynajmniej jeden z nich powinien być wtedy w samochodzie. 

Ujawnienie tych informacji nie przekonało jednak ani byłych ochroniarzy Diany, ani Mohameda Al-Fayeda, który początkowo bardzo wspierał Rees-Jonesa, m.in. płacąc za jego liczne operacje. Ostatecznie jednak zarzucił obu swoim byłym już wówczas pracownikom brak profesjonalizmu. Wingfield i Rees-Jones odeszli z pracy u Al-Fayeda w 1998 roku w odstępie zaledwie kilku miesięcy.

Nieszczęsny Henri Paul 


Szybkość, brak pasów i kiepskie decyzje ochroniarzy to tylko wierzchołek góry lodowej. Za głównego sprawcę wypadku uznano bowiem kierowcę Mercedesa S280, Henriego Paula. Śledztwo wykazało, że w nocy z 30 na 31 sierpnia 1997 roku znajdował się nie tylko pod wpływem alkoholu, ale i środków psychotropowych.

To, z jakiego powodu Paul wrócił do pracy tamtego wieczoru, próbowaliśmy wyjaśnić sobie tydzień temu. Śledczych zainteresowała jednak jeszcze jedna kwestia. Paul prowadził hotelowe auto, mimo że nie miał do tego uprawnień, o czym jego pracodawca wiedział. Dlaczego to zignorował? Znowu pozostaje nam zgadywać. 

Henri Paul to zresztą postać dość zagadkowa. Dla rodziny Al-Fayedów pracował blisko 11 lat. O wolnym etacie w hotelu Ritz poinformował go podobno kolega z policji, z którą utrzymywał świetne kontakty. Mówiło się, że aby dostać się do działu ochrony, Paul znacząco upiększył swoje CV. Najwyraźniej były to czasy, w których takie rzeczy jeszcze uchodziły na sucho. Paul miał twierdzić, że w przeszłości m.in. odpowiadał za bezpieczeństwo jednej z francuskich baz lotniczych, co było nieprawdą. Przed podjęciem pracy w Ritzu zajmował się bowiem sprzedawaniem katamaranów. W młodości chciał co prawda zostać zawodowym pilotem, ale okazało się, że ma za słaby wzrok. Latać mógł więc tylko hobbystycznie. W wolnym czasie czytał za to sporo książek. 

Embed from Getty Images

Był kawalerem, ale miał na koncie jeden poważny związek, który zakończył się w 1995 lub 1996 roku. Mówi się, że to właśnie z powodu tego rozstania przepisano mu antydepresanty. Według niektórych źródeł zażywał też łagodne środki stosowane w leczeniu alkoholizmu, ale trudno to potwierdzić, bo w momencie wypadku nie miał we krwi ich śladów. Stan jego wątroby również nie budził niepokoju. Oznaczało to, że albo nie był alkoholikiem, albo nim był, ale stosunkowo krótko. 

W wyniku śledztwa ustalono, że w jego krwi znajdowało się około 1,7 promila alkoholu, czyli całkiem sporo. Po większości ludzi byłoby to widać. Problem w tym, że trudno się w zachowaniu Paula tego wieczoru dopatrzeć np. problemów z równowagą. Nagrania z hotelowego monitoringu są dostępne w sieci, więc sami możecie to ocenić. W pewnym momencie widać tam nawet, jak Paul bez większych problemów wiąże sobie buty. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie był pijany, tylko raczej poddać w wątpliwość opinię, że był, jak twierdzą niektórzy świadkowie,"pijany jak świnia". 

Kez Wingfield stwierdził w swoich zeznaniach, że z zachowania Paula tego wieczoru nie wywnioskował, aby ten był pijany, bo inaczej nie pozwoliłby mu wsiąść za kółko, zwłaszcza z Dianą i Dodim w środku. Obaj ochroniarze zaprzeczyli też, że wyczuli charakterystyczny zapach alkoholu, kiedy z nim rozmawiali. 

Ostatecznie w wyniku śledztwa stwierdzono, że z dużym prawdopodobieństwem Paul wypił dwa drinki w hotelowym barze już po tym, jak wrócił do pracy. Wydaje się jednak, że to za mało, aby mieć takie stężenie alkoholu we krwi. Co więc robił między godziną 19.00, kiedy wyszedł z pracy, a 22.10, kiedy do niej wrócił? Cokolwiek to było, na pewno brał w tym udział alkohol. 

Co ciekawe i być może istotne, jakiś czas przed wypadkiem pominięto go ponoć przy awansie na szefa ochrony hotelu. Czy to z powodu tego typu problemów? Niewykluczone. Ale jeśli tak, to komu, u diabła, przyszło na myśl zrobić z niego kierowcę, nawet okazyjnego? 

Papa, paparazzi


Jeszcze tej samej nocy, w której doszło do wypadku, policja zatrzymała fotografów, którzy podążali za samochodem Diany i Dodiego. Według niektórych źródeł było to 7 osób, według innych 10, ale bez względu na ostateczną liczbę, wydaje się, że paparazzi dość szybko zostali uznani za kogoś, kto mógł doprowadzić do tej katastrofy, a to z kolei jest chyba dowodem na dantejskie sceny, jakie musiały się tam wtedy rozgrywać. 

Zanim rozwiniemy ten temat, wyjaśnijmy sobie jedną sprawę. Diana lubiła grać z mediami w bardzo niebezpieczną grę. Informowała ich gdzie będzie, obiecywała im ciekawe newsy, po czym chwilę później wściekała się, że nie dają jej żyć. Jak myślicie, kto zaprosił przedstawicieli mediów na francuskie wybrzeże? Nie próbuję usprawiedliwiać paparazzi, ale chciałabym, żebyście mieli pełny obraz sytuacji. Diana i media żyły w swego rodzaju symbiozie i wzajemnie na sobie żerowały.

Embed from Getty Images

Niektórzy świadkowie opisywali, że prowadzony przez Paula Mercedes S280 był otoczony motocyklami i skuterami niczym "rój". Nie ma jednak wątpliwości, że paparazzi pojawili się w tunelu już po tym, jak doszło w nim do wypadku. Śledczy wykluczyli więc ich bezpośredni udział w zdarzeniu. Jedyną zagadką pozostawał niemal mityczny już dzisiaj pojazd, czyli słynny biały fiat uno. Francuzi uznali, że w tunelu doszło do zderzenia dwóch samochodów, bo na wraku Mercedesa znaleziono ślady farby pochodzącej z takiego właśnie auta. Policja sprawdziła ich około 4000, ale na niewiele się to zdało. 

Cała sytuacja miała wyglądać mniej więcej tak:


Pojawiły się co prawda pewne nazwiska, ale jako że ich udział w tym, podkreślmy, domniemanym zdarzeniu, nie został ujęty we wnioskach ze śledztwa, wrócimy do nich podczas omawiania teorii spiskowych.

Sami paparazzi zarzekali się, że z całą sprawą nie mają nic wspólnego. To jednak nie pomogło i postawiono im zarzuty doprowadzenia do wypadku oraz nieudzielenia pomocy, ale na wniosek francuskiego Sądu Najwyższego w 2002 roku zostały one wycofane. 

To jednak nie zakończyło tej historii. Jacques Langevin, Christian Martinez oraz Fabrice Chassery to paparazzi, którym postawiono też zarzuty naruszenia prywatności. W tej sprawie toczył się osobny proces. Langevin odpowiadał za słynne "ostatnie zdjęcie", które możecie zobaczyć w poprzednim wpisie, a Martinez i Chassery za fotografie zrobione Dianie i Dodiemu już po wypadku. Te zostały oczywiście skonfiskowane, ale panów ostatecznie również i tym razem uniewinniono. 

Sąd w uzasadnieniu podał, że droga, którą podróżował samochód była publiczna, a Diana i Dodi opuszczając hotel byli świadomi, że zostaną sfotografowani. Taki werdykt ucieszył szczególnie właścicieli gazet, które twierdziły, że proces jest próbą zamachu na wolność mediów. Kontrowersje dotyczyły zwłaszcza postaci Langevina, który nie był podobno członkiem grupy ścigającej samochód, a na miejsce katastrofy dotarł dopiero po 15 minutach od momentu, w którym do niej doszło. 

Embed from Getty Images

Po zakończeniu drugiego, angielskiego śledztwa, William i Harry w oficjalnym oświadczeniu podziękowali wszystkim, którzy w nim uczestniczyli. W przeciwieństwie do Mohameda Al-Fayeda, o którego zdaniu na temat tego co naprawdę stało się 31 sierpnia 1997 roku w tunelu Alma, porozmawiamy za tydzień. 

A jakie jest wasze zdanie na ten temat? Co myślicie o Henrim Paulu i roli paparazzi w całym zdarzeniu? Jak zwykle jestem bardzo ciekawa. 

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia