środa, 27 maja 2020

Jak doszło do wypadku księżnej Diany?

Fot. domena publiczna


Księżna Diana zginęła w wypadku samochodowym w Paryżu, 31 sierpnia 1997 roku. Jak do niego doszło? To temat moich dzisiejszych rozważań. 


Ostatnie wakacje Diany


Latem 1997 roku media żyły relacją Diany z synem znanego egipskiego miliardera, Mohameda Al-Fayeda, który był właścicielem m.in. londyńskiego domu towarowego Harrods, angielskiego klubu piłkarskiego Fulham czy paryskiego hotelu Ritz. Ten ostatni będzie zresztą jednym z bohaterów dzisiejszej historii. 

Wszystko wskazuje na to, że to właśnie Mohamed Al-Fayed zapoznał ze sobą byłą żonę następcy brytyjskiego tronu i swojego najstarszego syna, Dodiego. Jako człowiek bardzo bogaty i wpływowy, często bywał na różnych imprezach charytatywnych i podobno właśnie na jednej z nich po raz pierwszy zetknął się z Dianą. Według niektórych źródeł był też znajomym ojca księżnej, hrabiego Spencera, którego druga żona zasiadała w zarządzie Harrodsa. W każdym razie Mohamed i Diana znali się przynajmniej od 1987 roku, czego dowodzi chociażby poniższe zdjęcie.  

Embed from Getty Images

W 1997 roku Al-Fayed zaprosił Dianę do swojego domu na południu Francji, proponując jej, aby to właśnie tam spędziła swoją część wakacji z synami. Podobno początkowo Diana chciała ich zabrać do Hamptons, ale ten pomysł udaremniła ochrona, twierdząc, że byłoby to zbyt niebezpieczne. W rozmowach miała też pojawić się Tajlandia, ale ostatecznie okazało się, że Mohamed Al-Fayed trafił ze swoją propozycją bardzo dobrze. Została ona bowiem przyjęta. 

To, że stosunkowo słabo znający się ludzie zapraszają się wzajemnie na wakacje, może brzmieć nieco dziwnie. Trzeba jednak pamiętać, że Diana była niesamowicie popularną osobą, jej synowie również nie byli anonimowi, więc istniała raczej ograniczona liczba miejsc, do których ta trójka mogła się udać na letni wypoczynek. Hotel na zwykłej plaży czy nawet apartament w drogim kurorcie nie wchodziły w ich przypadku w grę. 

Warto też wspomnieć, że nie mówimy tu o małym domu z trzema pokojami i dzieloną łazienką, a o wielkiej willi. Posiadłość Al-Fayedów, Castle St Therese, składała się z kilku budynków. Miała, i nadal zresztą ma, 30 sypialni, basen kryty i zewnętrzny, pokój zabaw dla dzieci, kilka tarasów, klub nocny z barem i kinem, siłownię, saunę, kort tenisowy, lądowisko dla helikoptera oraz pomost, przy którym często cumował jacht rodziny. Słowem: to było całkiem sympatyczne miejsce. Możecie je zobaczyć na zdjęciu poniżej. 

  Embed from Getty Images

Wakacje Diany z chłopcami rozpoczęły się prawdopodobnie 11 lipca. 6 dni później paparazzi zrobili im zdjęcia, które obiegły cały świat. W jaki sposób fotografom udało się je zrobić, na razie pozostawiam wam do dopowiedzenia, ale fakt faktem, cała kompania wydawała się świetnie bawić. Była tam Diana, William, Harry, Mohamed Al-Fayed i, a jakże, jego syn, Dodi. Były skutery wodne, skoki do wody i inne podobne atrakcje.  

Embed from Getty Images

Wydaje się, że to właśnie w tych okolicznościach Diana i Dodi się poznali. Co prawda wiele wskazuje na to, że zetknęli się ze sobą już wcześniej, jeszcze w latach 80., ale nawet jeśli tak było, miało to charakter jednorazowy. Diana od czasu swojego ślubu z księciem Karolem poznawała zresztą mnóstwo różnych ludzi. 

Dodi


Przed spotkaniem z Dianą Dodi nie był osobą szczególnie medialną. Pracował co prawda jako producent filmowy, ale trudno go było nazwać popularnym. Wydaje mi się, że Rydwany ognia są najbardziej znanym filmem, w którego powstanie się zaangażował. To produkcja z 1981 roku, która ma na swoim koncie wiele nagród, w tym kilka Oscarów, Złoty Glob i nagrodę BAFTA. 

Mimo że nie był osobą, która przyciągałaby jakąś szczególną uwagę mediów, dość powszechnie uważano go za playboya. Na swoim koncie miał podobno związki m.in. z Julią Roberts czy Winoną Ryder. Jednak do 1997 roku swoją najbardziej medialną relację natury romantycznej stworzył chyba z Brooke Shields. 

Embed from Getty Images

Wróćmy jednak do naszego dzisiejszego tematu.

Drugą połowę lata chłopcy mieli spędzić razem z ojcem w szkockim zamku Balmoral, gdzie rodzina królewska tradycyjnie odpoczywała, i nadal odpoczywa, w sierpniu. Z kolei Diana tuż po zakończeniu urlopu wzięła udział w uroczystościach żałobnych Gianniego Versace, które odbyły się w Mediolanie. Znany projektant został bowiem 15 lipca zastrzelony na schodach swojego domu w Miami Beach. 

Na początku sierpnia udała się natomiast do Sarajewa, aby wesprzeć kampanię na rzecz zakazu używania min przeciwpiechotnych. Zakaz ten zresztą uchwalono niedługo po jej śmierci.

W drugiej połowie miesiąca, już bez chłopców, wróciła natomiast do willi Al-Fayedów na dalszą część swojego letniego wypoczynku. Wtedy Dianie i Dodiemu zrobiono kolejną serię zdjęć na jachcie. Media dosłownie oszalały, bo ewidentnie widać było, że parę coś ze sobą łączy. Do dzisiaj trwają zresztą dyskusje, czy było to coś poważnego. Osobiście uważam, że trudno wyrokować w sprawie znajomości, która trwała zaledwie 1,5 miesiąca.

W każdym razie Diana i Dodi postanowili udać się wtedy jachtem Al-Fayedów w rejs z południa Francji na Sardynię. 


Po jego zakończeniu, 30 sierpnia, wrócili samolotem do Francji, a dokładniej rzecz ujmując, do Paryża. Diana nie widziała swoich synów od miesiąca, chciała więc podobno polecieć do Anglii. William i Harry mieli bowiem wkrótce zakończyć swój pobyt w Szkocji. 

Ritz


Diana i Dodi przylecieli do Paryża prywatnym odrzutowcem rodziny Al-Fayedów. Wylądowali na lotnisku Le Bourget, które obsługiwało głównie loty biznesowe i vipowskie. Towarzyszyło im dwóch ochroniarzy. Jednym z nich był Kez Wingfield, a drugim Trevor Rees-Jones. Panowie spędzili z parą całe lato, pracując, jak zeznał później jeden z nich, po 18 godzin na dobę.  

Embed from Getty Images

Z lotniska około godziny 16.00 odebrał ich zastępca szefa ochrony hotelu Ritz, Henri Paul. Był to moment, w którym wszystkie cztery osoby biorące kilka godzin później udział w feralnym wypadku w tunelu Alma, spotkały się ze sobą. 

W pobliżu lotniska czatowała grupa fotoreporterów. Skąd wiedzieli, że Diana i Dodi się tam pojawią? Wydaje się, że ktoś musiał ich o tym poinformować.

Około 16.30 cała grupa dotarła do hotelu Ritz, którego właścicielem był, jak już wcześniej wspominałam, ojciec Dodiego, Mohamed. Odkupił go w 1979 roku od rodziny Ritzów. W drugiej połowie lat 90. był to jeden z najbardziej ekskluzywnych hoteli na świecie, a noc w nim kosztowała krocie.  

Embed from Getty Images

Diana i Dodi weszli tylnym wejściem i udali się prosto do najlepszego apartamentu, jaki Ritz miał w swojej ofercie. Na zdjęciach z monitoringu widać, że jak cień podążał za nimi jeden z ochroniarzy, Trevor Rees-Jones.

Jakiś czas później Dodi wyszedł z pokoju i udał się do pobliskiego jubilera. Jak łatwo się domyślić, wywoła to później falę spekulacji. Temat pierścionka, tego czy został kupiony, gdzie został kupiony i kto go wybierał, rozłożono na czynniki pierwsze i pewnie można byłoby napisać na jego temat osobny tekst. W każdym razie na zapisach z kamer widać jedynie, że Dodi wrócił do apartamentu z katalogiem w ręku. 

Około 19.00 para opuściła Ritza i udała się do mieszkania Dodiego przy Rue Arsene Houssaye, niedaleko Łuku Triumfalnego. Tak, Dodi miał swój prywatny apartament w Paryżu. Spod hotelu odjechali całą grupą, wykorzystując samochody, którymi wcześniej przyjechali z lotniska. Tego dnia mieli do dyspozycji trzy auta. Dwoma z nich były identyczne Mercedesy S280. 

Mniej więcej w tym samym czasie Henri Paul, który wcześniej odebrał ich z lotniska, skończył swoją zmianę i opuścił hotel. Przed jego frontem zaczęli gromadzić się ludzie, którzy dowiedzieli się, że w środku może być najsłynniejsza kobieta na świecie. 

Z kolei Diana i Dodi, po spędzeniu czasu w mieszkaniu, postanowili zjeść kolację w restauracji Benoit Paris. Zrobili rezerwację, ale paparazzi zaczęli dawać im się we znaki do tego stopnia, że szybko zrezygnowali z tego pomysłu. Zdecydowali, że wrócą do hotelu i zjedzą w L'Espadon, restauracji znajdującej się w jego wnętrzu. 

Wrócili wejściem głównym kilka minut przed godziną 22.00.


Dodi szybko zaczął podejrzewać, że fotoreporterzy dostali się do środka budynku i poprosił, aby dostarczyć im jedzenie do apartamentu.

W tym czasie tłum zgromadzony przed hotelem gęstniał. Byli tam wszyscy: turyści, paparazzi i mieszkańcy Paryża. Ochroniarze próbowali rozmawiać z fotoreporterami i prosić ich o to, aby dali parze nieco przestrzeni, ale ci stwierdzili, że wykonują tylko swoją pracę. To, co działo się tego wieczoru przed Ritzem uwieczniła Australijska turystka, Chloe Papazahariakis. 


Mniej więcej w tym samym czasie do pracy wrócił też Henri Paul. Po co? Prawdopodobnie został wezwany lub też namówiony do tego przez dyrektora hotelu, Franka Kleina. Niektórzy twierdzili, że Paul był jego ulubieńcem, chętnie donoszącym mu o sprawach, które działy się za jego plecami.  

Co więcej, Paul był też człowiekiem bardzo oddanym swojej pracy. Jego znajomi zeznali, że rzadko bywał na urlopie, a jeśli nawet, to zawsze miał przy sobie telefon i był w stałym kontakcie z Ritzem. To wszystko mogłoby tłumaczyć, dlaczego w sytuacji, którą uznano za wyjątkową, poproszono go o powrót do pracy. Tym bardziej, że Paul mieszkał zaledwie kilkaset metrów od hotelu. 

Najwyraźniej nawet elegancki i przyzwyczajony do goszczenia vipów Ritz, nie mógł sobie poradzić z nieprawdopodobną wręcz popularnością Diany. Henri Paul kilkukrotnie tego wieczora wychodził do fotoreporterów i próbował interweniować, ale bezskutecznie.

Dodi po kolacji koniecznie chciał natomiast wrócić do swojego mieszkania. Dlaczego? Tego nie wiemy. Jego ojciec zeznał, że rozmawiał z nim około północy. Twierdził, że syn poinformował go o swoich planach, ale dodał też, że nie wie co robić, bo plac Vendome (na którym znajduje się Ritz) jest pełny ludzi. Mohamed Al-Fayed podobno próbował przekonać go, aby został w hotelu, twierdząc, że "ma tam wszystko" i że wyjście w takich warunkach byłoby niebezpieczne. 

Mimo to Dodi zdecydował, że wróci do swojego mieszkania. Razem z Paulem opracował plan oszukania fotoreporterów. Pod wejście głównie podstawiono w tym celu dwa samochody, którymi wcześniej podróżowała para. Miały posłużyć za wabiki sugerujące, że Diana i Dodi zaraz się przy nich pojawią. 

Kilka minut po północy, 31 sierpnia, Diana i Dodi wyszli z apartamentu i zamienili kilka słów z jednym ze swoich ochroniarzy, Kezem Wingfieldem. Chwilę później Wingfield zszedł na dół, do samochodów zaparkowanych przed frontem budynku, co prawdopodobnie było jednym z elementów planu oszukania paparazzi. Ci bowiem doskonale już kojarzyli obu ochroniarzy Dodiego.  

W tym samym czasie Dodi, Diana, Trevor Rees-Jones i Henri Paul wsiedli natomiast do windy, co uwieczniły hotelowe kamery.


Chwilę później zatrzymali się przed tylnymi drzwiami budynku, czekając na swój samochód. Na zapisach z monitoringu widać, że Diana i Dodi przytulają się do siebie i trzymają za ręce, co chyba potwierdza, że nie byli jedynie dobrymi przyjaciółmi. W końcu żadne z nich nie przypuszczało wtedy, że te nagrania z hotelowych kamer ujrzy w przyszłości cały świat. Nie wyklucza to jednak teorii, że był to tylko wakacyjny romans. 


Na tyłach hotelu, podobnie jak przed jego frontem, znajdowali się fotoreporterzy. Diana i Dodi korzystali wcześniej tego dnia z obu wejść, więc nie było w tym nic dziwnego. 

20 minut po północy cała czwórka wyszła z budynku. Podczas wsiadania do auta paparazzi zrobili im całą serię zdjęć, w tym również to słynne, które możecie zobaczyć poniżej. 

Embed from Getty Images

13 filar paryskiego tunelu Alma 


24 minuty po północy, czyli dosłownie kilka chwil po zrobieniu tego zdjęcia, samochód powadzony przed Henriego Paula uderzył w 13 filar tunelu Alma. 


Niedługo po tym zdarzeniu, na miejsce dotarli paparazzi. Przy rozbitym aucie zaczęły też zatrzymywać się przypadkowe samochody, które akurat tamtędy przejeżdżały. W jednym z nich był lekarz, Frederic Maillez. Szybko stwierdził, że Henriemu Paulowi i Dodiemu Al-Fayedowi nikt nie jest już w stanie pomóc. Z jego relacji wynikało natomiast, że twarz Trevora Rees-Jonesa była poważnie uszkodzona, a Diana płakała, miała problemy z oddychaniem i twierdziła, że bardzo cierpi.

W czasie, kiedy Maillez starał się udzielić pomocy dwójce rannych, paparazzi robili im zdjęcia. Jak już wspominałam, każde ujęcie Diany było w tamtym czasie warte majątek, ale i tak mam nadzieję, może naiwną, że działali oni automatycznie, napędzani siłą przyzwyczajenia. Jeśli tak nie było, oznacza to, że żyjemy w świecie, który bywa naprawdę okropnym miejscem. 

Służby ratunkowe, które niedługo potem dotarły na miejsce wypadku, użyły piły łańcuchowej, aby wydostać Dianę z samochodu. Jeden ze strażaków, Xavier Gourmelon, wspominał później, że na początku księżna rzeczywiście była przytomna, ale to się szybko zmieniło i pierwszy raz trzeba było reanimować ją jeszcze w tunelu. 

Ratownicy starali się dowieźć ją do szpitala jak najszybciej. Ostatecznie trwało to jednak bardzo długo. Wybrano nie najbliższą placówkę, a taką, która była przygotowana na przyjęcie pacjentów w stanie, w jakim znajdowała się wtedy księżna Walii. Ponadto we Francji karetki zatrzymują się na czas przywracania rannemu funkcji życiowych. Nie wiem czy ta zasada nadal obowiązuje, ale na pewno obowiązywała w 1997 roku. Z tego powodu Diana została przyjęta do szpitala dopiero około 2 w nocy, czyli 1,5 godziny po wypadku.

Nieco wcześniej o zdarzeniu został poinformowany ambasador Wielkiej Brytanii we Francji, Michael Jay, który z kolei o sprawie powiadomił prywatnego sekretarza królowej, Robina Janvrina. Przebywał on wówczas z rodziną w Szkocji. 

Około godziny 4 nad ranem lekarze stwierdzili śmierć Diany. Przedstawiciel szpitala poinformował media, że jej przyczyną były rozległe obrażenia wewnętrzne.

 

Na tej informacji cała sprawa się oczywiście nie zakończyła. Można nawet powiedzieć, że wtedy dopiero się zaczęła. Ale o tym porozmawiamy sobie za tydzień. 

Byliście już na świecie, kiedy te wydarzenia miały miejsce? A może dobrze je pamiętacie? Koniecznie dajcie znać. 

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia