sobota, 18 lipca 2020

Księżniczka Beatrice wyszła za mąż

Księżniczka Beatrice wzięła ślub

Pałac Buckingham poinformował wczoraj, że 17 lipca przed południem księżniczka Beatrice wyszła za mąż. Wybrankiem jej serca jest oczywiście Edoardo Mapelli Mozzi, z którym zaręczyła się we wrześniu ubiegłego roku.

Pierwotnie uroczystość miała się odbyć 29 maja w Londynie, ale z powodu pandemii koronawirusa została odwołana. Wszyscy oczekiwaliśmy na wyznaczenie nowej daty, ale okazało się, że młoda para zdecydowała się na inne rozwiązanie. Skromny ślub w Windsorze odbył się wczoraj w obecności najbliższej rodziny i przyjaciół Beatrice i Edo. Wiemy, że uczestniczyli w nim królowa Elżbieta i książę Filip.

Embed from Getty Images

Przypomnę tylko, że Edoardo Mapelli Mozzi jest biznesmenem, założycielem firmy deweloperskiej Banda i propagatorem gry w krykieta w Rwandzie. Prywatnie to też tata małego Wolfiego, którego matką jest jego była partnerka, Dara Huang. W wielu źródłach nazywa się go rozwodnikiem, ale ja nie znalazłam żadnych dowodów, które świadczyłyby o tym, że już kiedyś miał żonę. Pan młody ma aktualnie 37 lat. Beatrice zna od dawna, ale dopiero w połowie 2018 roku ich relacja nabrała romantycznego charakteru. 

Gratulacje!

Jesteście zaskoczeni?

czwartek, 11 czerwca 2020

Teorie spiskowe związane ze śmiercią księżnej Diany

Śmierć księżnej Diany
Fot. Bobak Ha'Eri (CC BY 2.5)

Ostatnio rozmawialiśmy na temat tego, co wydarzyło się 30 i 31 sierpnia 1997 roku w Paryżu. Przebieg zdarzeń i wyniki śledztwa to jednak nie wszystko. Jak w każdej tego typu sprawie, tak i w tej pojawiło się mnóstwo teorii spiskowych. Ich największym orędownikiem okazał się ojciec Dodiego, Mohamed Al-Fayed, który od lutego 1998 roku twierdzi, że śmierć jego syna i Diany była efektem spisku. Jakiego? Opcji jest wiele.  

Henri Paul popełnił samobójstwo 


Jedną z mniej popularnych, bo i najnudniejszych teorii tego typu, jest ta mówiąca o Henrim Paulu jako samobójcy. Zastępca szefa ochrony hotelu Ritz rzeczywiście leczył się z depresji, a w jego krwi odkryto ślady m.in. prozacu, o czym mogliście poczytać tydzień temu. Czy postanowił zakończyć swoje życie? Nie ma na to żadnych dowodów. 

Henri Paul pracował dla MI6


Inną, o wiele bardziej popularną wersją wydarzeń jest ta, według której Henri Paul współpracował z brytyjskimi lub francuskimi służbami specjalnymi, życzeniem których miało być pozbawienie życia Diany. Przy tej opcji obstawał i nadal obstaje ojciec Dodiego, Mohamed Al-Fayed.  

Embed from Getty Images

Po wypadku w kieszeniach Paula znaleziono sporo gotówki, a niedługo po tym odkryto też, że resztę swoich pieniędzy trzymał na 15 różnych kontach. Co więcej, chodziło o kwoty, które nijak miały się do jego zarobków. Podnoszono też fakt, że osoba, która miała ponad 1,7 promila alkoholu we krwi, nie mogła zachowywać się zupełnie normalnie, a na to wskazywały zapisy z kamer monitoringu oraz zeznania m.in. obu ochroniarzy Dodiego. 

Raport z przeprowadzonego śledztwa wykluczył jednak, że Paul miał jakikolwiek związek z MI6. Jeśli zaś utrzymywał kontakty ze służbami francuskimi, miały one charakter sporadyczny. Nie zostały zupełnie wykluczone, ale wiele osób zwraca uwagę na fakt, że Paul pracował w ekskluzywnym hotelu na wysokim stanowisku związanym z ochroną, co samo w sobie było powodem, dla którego mógł mieć kontakty tego rodzaju. VIP-y często podróżują z ochroną, a ochrona jest uzbrojona. Już samo ustalenie zasad, na jakich takie osoby mogły wnosić broń do hotelu, było sensownym powodem do kontaktu ze służbami specjalnymi, które we Francji odpowiadają m.in. za kwestie związane z terroryzmem.

Do zarzutów dotyczących stanu Paula w momencie wypadku odniosło się przynajmniej kilku lekarzy, którzy stwierdzili, że ludzie mają różną tolerancję dla alkoholu i że istnieje możliwość, aby zachowywać się względnie normalnie z podobnym do Paula wynikiem badania krwi. Myślę, że tego akurat nikomu z nas nie trzeba tłumaczyć. Mimo to w związku z podejrzeniami, że analizowana wcześniej krew wcale nie należała do kierowcy Mercedesa S280, 9 grudnia 2009 roku raz jeszcze ją zbadano i z całą pewnością potwierdzono, że wynik poprzednich badań był prawidłowy. Te wnioski zostały odrzucone zarówno przez rodzinę Al-Fayedów, jak i przez rodziców Paula, chociaż z innych powodów.

Embed from Getty Images

Jeśli natomiast chodzi o sprawę pieniędzy, to uznano, że Paul, jako osoba zajmująca wysokie stanowisko w hotelu, często dostawał duże napiwki. To popularna w takich miejscach forma uznania i podziękowania. W Ritzu zatrzymywali się wyłącznie zamożni ludzie, którzy często powierzali Paulowi załatwienie różnych spraw. Te podejrzenia potwierdziła rodzina i znajomi Paula. Co więcej, Paul wynajmował dom, z którego miał dodatkowy dochód. Był kawalerem i nie prowadził wystawnego trybu życia, a trzymanie pieniędzy na kilku czy nawet kilkunastu subkontach było wtedy popularne wśród Francuzów. 

Stoi za tym rodzina królewska 


Współpraca Paula z jakimikolwiek służbami specjalnymi w celu pozbawienia życia Diany wydaje się mało prawdopodobna, ale spróbujmy jeszcze wyjaśnić sobie, dlaczego MI6 miałoby chcieć zabić Dianę. Mohamed Al-Fayed utrzymuje, że stało się to na zlecenie rodziny królewskiej, która nie życzyła sobie, aby ojczymem przyszłego króla Wielkiej Brytanii został muzułmanin. Całą akcję miał zlecić książę Edynburga. 

Embed from Getty Images

W 2003 roku były kamerdyner księżnej, Paul Burrell, ujawnił notatkę, którą miała napisać Diana. Wynikało z niej, że ktoś planuje jej wypadek poprzez np. uszkodzenie hamulca w samochodzie. Chodziło podobno o to, aby książę Karol mógł się powtórnie ożenić. 

Brzmi szokująco? Oczywiście. Nieprawdopodobnie? A jakże. Nie ma wątpliwości, że Diana była osobą szalenie niewygodną dla rodziny królewskiej, ale czy wyobrażacie sobie, co by się stało, gdyby coś takiego wyszło na jaw? To byłby koniec monarchii w Wielkiej Brytanii. Zresztą, już sama reakcja rodziny królewskiej na śmierć Diany, tak nieskładna i niedelikatna, jest moim zdaniem niezłym argumentem za tym, że o całej tej sprawie nic nie wiedzieli. 

Embed from Getty Images

Co więcej, Diana nie była jedyną przeszkodą na drodze do ślubu kościelnego Karola i Camilli. Przypomnijmy, że od śmierci księżnej minęło ponad 20 lat, a oni nadal takiego ślubu nie mają. Dlaczego? Otóż Andrew Parker-Bowles, były mąż Camilli,  ciągle żyje i z tego co mi wiadomo, nigdy nie podejrzewał, że ktoś czyha na jego życie. Zresztą, drugi ślub Karola naprawdę nie był największym problemem, jaki rodzina królewska miała w tamtym czasie z Dianą. 

Diana była w ciąży


Czy w takim razie zastanawialiście się nad tym, skąd u Mohameda Al-Fayeda tak silne przekonanie, że Diana zginęła, bo rodzina królewska nie chciała, aby ojczymem Williama został Dodi? W końcu para znała się zaledwie od sześciu tygodni. Trudno po tak krótkim czasie zdecydować się na ślub, prawda? 

Otóż Mohamed Al-Fayed twierdził, że Diana w momencie wypadku była w ciąży i w związku z tym para 1 września planowała ogłosić swoje zaręczyny. Tu znowu wracamy do 30 sierpnia, kiedy, jak pewnie pamiętacie, Dodi wrócił do hotelu z katalogiem od jubilera. Sprzedawcy raz twierdzili, że pierścionek sprzedali, innym razem, że nie, a jeszcze kolejnym, że chodziło o zmianę jego rozmiaru. Ostatecznie uznano, że w całą sprawę wmieszał się Al-Fayed, który rzeczywiście kupił pierścionek, ale stało się to kilka dni po wypadku. Wybrał go pracownik Ritza. 

Embed from Getty Images

Ostatecznie w raporcie z operacji Paget (czyli brytyjskiego śledztwa) stwierdzono, że ogłoszenie zaręczyn przez najsłynniejszą kobietę świata, wymagałoby pewnych przygotowań. Byłoby to bowiem wydarzenie na skalę światową. Na nic takiego nie znaleziono żadnych dowodów.

Wiele kontrowersji wzbudził jednak fakt, że Dianę bardzo szybko po śmierci zabalsamowano. W teorii powinno się zaczekać do orzeczenia, że sekcja zwłok nie będzie konieczna. W przypadku Diany nie dopełniono tej formalności. Tłumaczono potem, że 31 sierpnia był bardzo gorącym dniem, a ciało Diany leżało w pustym pomieszczeniu szpitalnym. Kostnica znajdowała się po drugiej stronie budynku i w pewnym oddaleniu, dlatego nie było mowy o tym, aby je tam przenieść. Do schłodzenia pokoju użyto suchego lodu i klimatyzacji, ale na niewiele się to zdało. Jeszcze tego samego dnia ciało miało być oglądane przez księcia Karola, siostry Diany i prezydenta Francji, a pokazywanie im go w takim stanie uznano za niedopuszczalne. Komisarz policji Martine Monteil wydała więc pozwolenie na jego zabalsamowanie.  

Embed from Getty Images

W celu wykluczenia ciąży zbadano krew przedtransfuzyjną, znalezioną w samochodzie na miejscu, na którym siedziała Diana. Wyniki wykluczyły ciążę księżnej. Ponadto jej przyjaciele potwierdzili, że stosowała antykoncepcję, a Trevor Rees-Jones zaprzeczył w swoich zeznaniach, że Dodi miał w planach oświadczyny. 


Samochód nie nadawał się do jazdy 


Sporo zastrzeżeń wzbudził też stan Mercedesa S280, którym feralnej nocy podróżowali Diana i Dodi. Dziennikarze odkryli, że było to auto powypadkowe, za złomowanie którego właściciel dostał swego czasu pieniądze od ubezpieczyciela. Z niewyjaśnionych przyczyn postanowił jednak samochód naprawić, a potem sprzedał go firmie Etoile Limousines, która współpracowała z Ritzem, wypożyczając mu swoje auta. 

Co więcej, samochód ten miał przez dłuższy czas stać nieużywany w podziemiach Ritza. Czy tak rzeczywiście było? Szczerze wątpię. Po co Ritz miałby garażować auto, którego nie był właścicielem? Wydaje mi się to zupełnie pozbawione sensu. 

Embed from Getty Images

Jeszcze większym zainteresowaniem cieszy się sprawa pasów. Wielu znajomych Diany, w tym również jej siostra, Sarah McCorquodale, przyznało, że księżna Walii miała małą obsesję na punkcie ich zapinania. Wiele zdjęć rzeczywiście to potwierdza. 

Embed from Getty Images 
  Embed from Getty Images

Śledztwo w 1998 roku wykazało, że wszystkie mechanizmy związane z pasami były w samochodzie sprawne, ale, co ciekawe, w 2005 roku Transport Research Laboratory przeprowadziło swoje badania i poinformowało, że rzeczywiście, wszystkie mechanizmy były sprawne... poza prawym tylnym, czyli tym znajdującym się w miejscu, na którym siedziała Diana. Poinformowano jednocześnie, że jego uszkodzenie prawdopodobnie było to efektem wypadku. 

Szpitalny spisek


26 minut po północy po raz pierwszy połączono się ze służbami ratunkowymi w sprawie wypadku w tunelu Alma, ale Diana została przyjęta do szpitala dopiero o 2:06. To budzi wiele pytań i wątpliwości.

O godzinie 0:30 na miejsce wypadku dotarła policja, dwie minuty później pojawiła się straż pożarna, a kolejne 8 minut po niej pogotowie ratunkowe. Wyciąganie Diany z samochodu trwało do 1:00. Wtedy też stwierdzono zatrzymanie akcji serca. W związku z tym dopiero o 1:18 znalazła się w karetce, a ta mogła ruszyć o 1:41. Na wyraźne życzenie lekarza jechała wolno, ale to nie pomogło i konieczny był postój na Gare d'Austerlitz w celu przywrócenia Dianie funkcji życiowych. Do szpitala dotarła więc o 2:06. 

  Embed from Getty Images

Lekarz dyżurujący w porozumieniu z lekarzem, który był na miejscu, zdecydował o przewiezieniu Diany (i Trevora, gwoli ścisłości) do szpitala Pitie-Salpetriere, który był lepiej przygotowany do przyjęcia pacjentów z tak poważnymi urazami, niż szpital znajdujący się bliżej tunelu Alma. 

Najsłynniejszy na świecie biały fiat uno 


Podejrzewam, że jeśli słyszeliście kiedyś o którejś z teorii spiskowych dotyczących śmierci Diany, to właśnie o tej. Powiedziano i napisano o niej wszystko, co było do powiedzenia i napisania. 

Ten temat poruszyliśmy delikatnie tydzień temu, ale mimo braku stuprocentowej pewności, że do jakiegoś zderzenia w tunelu doszło, śledczy (zarówno francuscy jak i brytyjscy) skłonili się ku temu, że coś takiego rzeczywiście miało miejsce. Jeśli ktoś chciałby zobaczyć, jak miało to wyglądać, odsyłam do poprzedniego wpisu. My natomiast skupmy się na szczegółach.

Francuska policja w ciągu roku od wypadku sprawdziła ponad 4000 takich samochodów, ale nie znalazła właściciela tego, który nocą 31 sierpnia 1997 roku przejeżdżał tunelem Alma. Faktem jest, że żadna z kamer zainstalowanych w pobliżu tunelu nie zarejestrowała tej kolizji. Dzisiaj wydaje się to wręcz nieprawdopodobne, ale wtedy miasto miało mało swoich własnych kamer. Były one powszechnie używane przez właścicieli sklepów, ale służyły głównie poprawie bezpieczeństwa, więc były zwrócone w kierunku drzwi lokali. 

Nad wjazdem do tunelu znajdowała się co prawda jedna kamera należąca do Paris Urban Traffic Unit, ale od około godziny 23 pracowała wyłącznie w czasie rzeczywistym. Policja mogła oglądać to, co dzieje się na ulicach, ale nie było to nagrywane. Znalazło się natomiast kilku naocznych świadków, którzy zeznali, że widzieli białego fiata uno wyjeżdżającego z tunelu. 

Media i Mohamed Al-Fayed długo podejrzewały, że samochód należał do jednego z francuskich fotoreporterów, Jamesa Andansona, który wcześniej był w grupie paparazzi, fotografujących Dianę podczas wakacji z dziećmi. Był on autorem m.in. zdjęcia posiadłości rodziny Al-Fayedów z tego wpisu. Według Al-Fayeda on też mógł być agentem MI6. 

Jedno ze zdjęć zrobionych Dianie i Williamowi przez Andansona tamtego lata: 

  Embed from Getty Images

Próbom wyciszenia tej teorii spiskowej nie pomógł fakt, że Andanson tuż po wypadku zwierzał się znajomym, że był w niego zamieszany, a w maju 2000 roku popełnił samobójstwo. Jego ciało znaleziono w spalonym samochodzie marki BMW. Szybko uznano, że mogło być to efektem wyrzutów sumienia lub działania służb specjalnych w celu zamknięcia mu ust.

Śledztwo wykazało jednak, że w momencie wypadku biały fiat uno Andansona był niesprawny i od kilku lat stał na terenie jego domu, oddalonego o ponad 280 kilometrów od Paryża. Nie mógł więc brać w nim udziału. Alibi na 30 i 31 sierpnia miał też sam Andanson. Jego żona zeznała, że przez cały ten weekend był w domu. Tę wersję wydarzeń potwierdzili sąsiedzi pary. W październiku 1997 roku Andanson sprzedał samochód i zrobił to całkowicie otwarcie. Wcześniej jednak został on poddany badaniom, które wykluczyły jego udział w słynnej kolizji.

Co do samej śmierci Andansona, to wielu jego znajomych zeznało, że często mówił o planach odebrania sobie życia. Miał podobno problemy natury osobistej.

Znaleziono go siedzącego na fotelu kierowcy. Co ciekawe, w jego głowie znajdował się otwór, ale szybko stwierdzono, że był on efektem działania ognia. Al-Fayed w to nie uwierzył. Uznał, że nikt nie zadałby sobie tak bolesnej śmierci. Sekcja zwłok wykazała bowiem, że Andanson nie zginął od płomieni, tylko w wyniku zatrucia tlenkiem węgla.

  Embed from Getty Images

Najbardziej prawdopodobnym kandydatem na kierowcę białego fiata uno okazał się ostatecznie Le Van Thanh, który w 1997 roku miał 22 lata i pracował na nocnej zmianie jako ochroniarz. W 2006 roku jego ojciec (swoją drogą, kolejny po panu Markle rodzic roku) wyznał, że Le Van jeszcze tej samej nocy, której doszło do wypadku Diany, przemalował swój samochód na czerwono przy pomocy brata, który był mechanikiem. Thanh został przesłuchany przez policję jeszcze w latach 90., ale zeznał wtedy, że w momencie wypadku był w pracy. Później jednak okazało się, że w czasie, w którym doszło do kolizji, miał przerwę, którą lubił spędzać w domu. Badania samochodu nie wykluczyły jego udziału w sprawie. Pewności co do tego jednak nie było.

Angielscy śledczy uznali ostatecznie, że osoba, która prowadziła ten samochód widmo, po prostu przestraszyła się i uciekła, a potem bała się ujawnić, bo francuska policja poinformowała publicznie, że ukaże ją za ucieczkę z miejsca wypadku i nieudzielenie pomocy poszkodowanym. Ucieczka z miejsca wypadku, nawet przez siebie niezawinionego, jest oczywiście karana. 

Tajemniczy błysk

Pojawiły się też doniesienia o jasnym błysku światła, który miał oślepić kierowcę i w efekcie doprowadzić do wypadku. Aż trzech świadków katastrofy zeznało, że go widziało. Jednym z nich był Francois Levistre, którego samochód w momencie wypadku znajdował się przed Mercedesem. Stwierdził on, że przy wyjeździe z tunelu wyraźnie błysnęło światło. Zaprzeczyła temu jego żona, która siedziała na siedzeniu obok. Policja uznała go za niewiarygodnego świadka, bo w 1989 roku został skazany za nieuczciwość. Za to podobne zeznanie do niego złożył też amerykański turysta, Brian Anderson.   

  Embed from Getty Images

Głosy, jak widzicie, były sprzeczne, ale ostatecznie uznano, że Henri Paul zaczął walkę o opanowanie samochodu dużo wcześniej niż w miejscu, gdzie miał pojawić się ów błysk. Co więcej, światło stroboskopowe o jakim była mowa, z pewnością oślepiłoby również innych ludzi, w tym kierowcę białego fiata uno oraz paparazzi. Byłoby widoczne na bardzo szerokim obszarze. 

Wrogowie Mohameda Al-Fayeda 


Na koniec mam dla was całkowity zwrot akcji. Są osoby, które wierzą, że celem do zlikwidowania nie była Diana, a... Dodi. Jego zamordowanie miało być zemstą licznych wrogów Mohameda Al-Fayeda, który, jak ponoć duża część egipskich miliarderów, ma jakieś powiązania z mafią i wojskiem. 

Embed from Getty Images

Co wy na to? I na pozostałe teorie? A może słyszeliście o jeszcze innych? Dajcie znać. 

To już ostatni wpis z krótkiej serii poświęconej śmierci Diany. Przyznam, że jej przygotowanie zajęło mi mnóstwo czasu, dlatego dziękuję za wszystkie wasze komentarze, uwagi i miłe słowa. 

środa, 3 czerwca 2020

Dlaczego księżna Diana zginęła?

Śmierć księżnej Diany
Fot. Erik1980 (CC BY-SA 3.0)


Tydzień temu omówiliśmy sobie okoliczności, w jakich doszło do śmierci księżnej Diany. Przy okazji dziękuję wam za to, że w komentarzach podzieliliście się ze mną swoimi wspomnieniami z tamtego czasu. Dzisiaj natomiast chciałabym się skupić na przyczynach, które doprowadziły do wypadku, a w konsekwencji również do śmierci aż trzech osób, w tym księżnej Walii. 

Szereg fatalnych decyzji


Niedługo po wypadku swoją pracę rozpoczęli francuscy śledczy, a niemal 10 lat po śmierci księżnej Diany sprawę postanowili zbadać również angielscy. Wnioski obu tych ekip były w zasadzie podobne. Według ich ustaleń do wypadku doprowadziły trzy czynniki: zbyt duża prędkość, z jaką poruszał się samochód, stan, w jakim znajdował się jego kierowca oraz pogoń tzw. paparazzi. Mówimy więc o całym szeregu fatalnych decyzji, jakie zostały podjęte tamtego pamiętnego wieczoru.

Igranie z losem


W trakcie śledztwa ustalono, że prowadzony przez Henriego Paula Mercedes S280, w momencie, w którym wjeżdżał do tunelu Alma, miał na liczniku od 100 do nawet 150 km/h. Bez względu na to, które z tych wskazań jest bliższe prawdy, było to o wiele więcej, niż zezwalały przepisy obowiązujące na paryskich ulicach. Dlaczego więc Paul jechał tak szybko? Wydaje się, że najbardziej oczywista odpowiedź na to pytanie brzmi: bo trudno jest uciec komukolwiek, jadąc przepisowe 50 km/h. 

Embed from Getty Images 
 
Przy okazji ujawniono też jednak, że żadna z osób znajdujących się w samochodzie, nie miała zapiętych pasów bezpieczeństwa. Pojawiło się więc kolejne pytanie z serii "dlaczego?". Skąd taka niefrasobliwość, zwłaszcza w czasie ucieczki? Co miał w głowie Trevor Rees-Jones, że nie zadbał o tak podstawowy element bezpieczeństwa? Tego nie wiemy. 

Co ciekawe, w pewnym momencie francuscy śledczy doszli do wniosku, że Rees-Jones jako jedyny w samochodzie był jednak przypięty pasem, ale później te ustalenia odrzucili, uznając ostatecznie, że tak nie było. Poinformowano jednocześnie, że zapięte pasy z dużą dozą prawdopodobieństwa, uratowałyby życie pasażerom tego słynnego samochodu. 

Po opublikowaniu tych ustaleń, pod adresem dwóch ochroniarzy Dodiego posypało się sporo gorzkich słów. Rees-Jones jako jedyny przeżył wypadek w tunelu Alma, ale jego zdrowie bardzo wtedy ucierpiało. Jeden z lekarzy opisywał, że tuż po kraksie twarz ochroniarza przypominała wielką, krwawą ranę. Spędził 10 dni w śpiączce, mając ciężki uraz mózgu, klatki piersiowej i zmiażdżoną twarz, którą później zrekonstruowano, używając to tego 150 kawałków tytanu. Walka o jego życie i zdrowie trwała długo, a sam Rees-Jones do dzisiaj nie pamięta niemal niczego z wypadku. Jego pamięć zatrzymała się na momencie wsiadania do auta. 

W 2000 roku w telewizji wyemitowano wywiad z jednym z chirurgów, którzy się nim zajmowali. Powiedział on wtedy, że nigdy nie widział żywego człowieka, który miałby tyle złamanych kości. Matka Rees-Jonesa wyznała z kolei, że twarz jej syna wyglądała, jakby została uderzona przez patelnię znaną z kreskówki Tom i Jerry. Była zupełnie płaska, a lekarze przy jej rekonstrukcji wzorowali się na starych zdjęciach swojego pacjenta. 


Po wypadku zarzucano mu dość otwarcie, że nie był przeszkolony do ochrony członków rodziny królewskiej, co oczywiście było prawdą. Rees-Jones zaczął pracę u Al-Fayedów w 1995 roku, tuż po tym, jak zrezygnował ze służby w wojsku. Nigdy nie miał okazji pracować w takich warunkach. Trudno mieć jednak o to do niego pretensje. Diana dostała propozycję korzystania ze wsparcia królewskich ochroniarzy, ale ją odrzuciła. Towarzyszyli jej tylko w czasie pełnienia oficjalnych obowiązków. Przez resztę czasu była zmuszona radzić sobie bez nich. 

Niemniej jednak były ochroniarz księżnej, Ken Wharfe, oświadczył w 2016 roku, że gdyby tylko Rees-Jones chciał, Scotland Yard przeprowadziłby dla niego nieoficjalne szkolenie. Nie wiem dlaczego te informacje odnoszą się tylko do jednego z ochroniarzy Dodiego, tym bardziej, że według większości źródeł do jakich dotarłam, to Kez Wingfield miał dbać o bezpieczeństwo księżnej, podczas gdy Rees-Jones odpowiadał za Dodiego. 

Wracając jednak do naszego głównego wątku, może Diana, Dodi, Trevor i Henri chcieli odjechać jak najszybciej, a pasy zapiąć po drodze? W końcu na tyłach hotelu zostali zaskoczeni przez paparazzi, których najwyraźniej się tam nie spodziewali. Do wypadku doszło zaś zaledwie 3-4 minuty po tym, jak wyruszyli w drogę. A może po prostu zmuszenie do zapięcia pasów kogoś takiego jak Dodi, było trudnym zadaniem? Z historii znamy przykłady, w których np. dochodziło do katastrofy lotniczej, bo młodszy pilot nie umiał się postawić starszemu i bardziej doświadczonemu.

Embed from Getty Images  

Nie jest zresztą żadną tajemnicą, że praca dla Dodiego nie była łatwa. Mówiło się, że jego ochrona miała słuchać, a nie pytać. Sam Rees-Jones zeznał po wypadku, że to Paul wpadł na pomysł, aby oszukać paparazzi i że początkowo Dodi chciał jechać do swojego mieszkania wyłącznie w towarzystwie jego i Diany, na co się z Wingfieldem nie zgodzili. Uznali, że przynajmniej jeden z nich powinien być wtedy w samochodzie. 

Ujawnienie tych informacji nie przekonało jednak ani byłych ochroniarzy Diany, ani Mohameda Al-Fayeda, który początkowo bardzo wspierał Rees-Jonesa, m.in. płacąc za jego liczne operacje. Ostatecznie jednak zarzucił obu swoim byłym już wówczas pracownikom brak profesjonalizmu. Wingfield i Rees-Jones odeszli z pracy u Al-Fayeda w 1998 roku w odstępie zaledwie kilku miesięcy.

Nieszczęsny Henri Paul 


Szybkość, brak pasów i kiepskie decyzje ochroniarzy to tylko wierzchołek góry lodowej. Za głównego sprawcę wypadku uznano bowiem kierowcę Mercedesa S280, Henriego Paula. Śledztwo wykazało, że w nocy z 30 na 31 sierpnia 1997 roku znajdował się nie tylko pod wpływem alkoholu, ale i środków psychotropowych.

To, z jakiego powodu Paul wrócił do pracy tamtego wieczoru, próbowaliśmy wyjaśnić sobie tydzień temu. Śledczych zainteresowała jednak jeszcze jedna kwestia. Paul prowadził hotelowe auto, mimo że nie miał do tego uprawnień, o czym jego pracodawca wiedział. Dlaczego to zignorował? Znowu pozostaje nam zgadywać. 

Henri Paul to zresztą postać dość zagadkowa. Dla rodziny Al-Fayedów pracował blisko 11 lat. O wolnym etacie w hotelu Ritz poinformował go podobno kolega z policji, z którą utrzymywał świetne kontakty. Mówiło się, że aby dostać się do działu ochrony, Paul znacząco upiększył swoje CV. Najwyraźniej były to czasy, w których takie rzeczy jeszcze uchodziły na sucho. Paul miał twierdzić, że w przeszłości m.in. odpowiadał za bezpieczeństwo jednej z francuskich baz lotniczych, co było nieprawdą. Przed podjęciem pracy w Ritzu zajmował się bowiem sprzedawaniem katamaranów. W młodości chciał co prawda zostać zawodowym pilotem, ale okazało się, że ma za słaby wzrok. Latać mógł więc tylko hobbystycznie. W wolnym czasie czytał za to sporo książek. 

Embed from Getty Images

Był kawalerem, ale miał na koncie jeden poważny związek, który zakończył się w 1995 lub 1996 roku. Mówi się, że to właśnie z powodu tego rozstania przepisano mu antydepresanty. Według niektórych źródeł zażywał też łagodne środki stosowane w leczeniu alkoholizmu, ale trudno to potwierdzić, bo w momencie wypadku nie miał we krwi ich śladów. Stan jego wątroby również nie budził niepokoju. Oznaczało to, że albo nie był alkoholikiem, albo nim był, ale stosunkowo krótko. 

W wyniku śledztwa ustalono, że w jego krwi znajdowało się około 1,7 promila alkoholu, czyli całkiem sporo. Po większości ludzi byłoby to widać. Problem w tym, że trudno się w zachowaniu Paula tego wieczoru dopatrzeć np. problemów z równowagą. Nagrania z hotelowego monitoringu są dostępne w sieci, więc sami możecie to ocenić. W pewnym momencie widać tam nawet, jak Paul bez większych problemów wiąże sobie buty. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie był pijany, tylko raczej poddać w wątpliwość opinię, że był, jak twierdzą niektórzy świadkowie,"pijany jak świnia". 

Kez Wingfield stwierdził w swoich zeznaniach, że z zachowania Paula tego wieczoru nie wywnioskował, aby ten był pijany, bo inaczej nie pozwoliłby mu wsiąść za kółko, zwłaszcza z Dianą i Dodim w środku. Obaj ochroniarze zaprzeczyli też, że wyczuli charakterystyczny zapach alkoholu, kiedy z nim rozmawiali. 

Ostatecznie w wyniku śledztwa stwierdzono, że z dużym prawdopodobieństwem Paul wypił dwa drinki w hotelowym barze już po tym, jak wrócił do pracy. Wydaje się jednak, że to za mało, aby mieć takie stężenie alkoholu we krwi. Co więc robił między godziną 19.00, kiedy wyszedł z pracy, a 22.10, kiedy do niej wrócił? Cokolwiek to było, na pewno brał w tym udział alkohol. 

Co ciekawe i być może istotne, jakiś czas przed wypadkiem pominięto go ponoć przy awansie na szefa ochrony hotelu. Czy to z powodu tego typu problemów? Niewykluczone. Ale jeśli tak, to komu, u diabła, przyszło na myśl zrobić z niego kierowcę, nawet okazyjnego? 

Papa, paparazzi


Jeszcze tej samej nocy, w której doszło do wypadku, policja zatrzymała fotografów, którzy podążali za samochodem Diany i Dodiego. Według niektórych źródeł było to 7 osób, według innych 10, ale bez względu na ostateczną liczbę, wydaje się, że paparazzi dość szybko zostali uznani za kogoś, kto mógł doprowadzić do tej katastrofy, a to z kolei jest chyba dowodem na dantejskie sceny, jakie musiały się tam wtedy rozgrywać. 

Zanim rozwiniemy ten temat, wyjaśnijmy sobie jedną sprawę. Diana lubiła grać z mediami w bardzo niebezpieczną grę. Informowała ich gdzie będzie, obiecywała im ciekawe newsy, po czym chwilę później wściekała się, że nie dają jej żyć. Jak myślicie, kto zaprosił przedstawicieli mediów na francuskie wybrzeże? Nie próbuję usprawiedliwiać paparazzi, ale chciałabym, żebyście mieli pełny obraz sytuacji. Diana i media żyły w swego rodzaju symbiozie i wzajemnie na sobie żerowały.

Embed from Getty Images

Niektórzy świadkowie opisywali, że prowadzony przez Paula Mercedes S280 był otoczony motocyklami i skuterami niczym "rój". Nie ma jednak wątpliwości, że paparazzi pojawili się w tunelu już po tym, jak doszło w nim do wypadku. Śledczy wykluczyli więc ich bezpośredni udział w zdarzeniu. Jedyną zagadką pozostawał niemal mityczny już dzisiaj pojazd, czyli słynny biały fiat uno. Francuzi uznali, że w tunelu doszło do zderzenia dwóch samochodów, bo na wraku Mercedesa znaleziono ślady farby pochodzącej z takiego właśnie auta. Policja sprawdziła ich około 4000, ale na niewiele się to zdało. 

Cała sytuacja miała wyglądać mniej więcej tak:


Pojawiły się co prawda pewne nazwiska, ale jako że ich udział w tym, podkreślmy, domniemanym zdarzeniu, nie został ujęty we wnioskach ze śledztwa, wrócimy do nich podczas omawiania teorii spiskowych.

Sami paparazzi zarzekali się, że z całą sprawą nie mają nic wspólnego. To jednak nie pomogło i postawiono im zarzuty doprowadzenia do wypadku oraz nieudzielenia pomocy, ale na wniosek francuskiego Sądu Najwyższego w 2002 roku zostały one wycofane. 

To jednak nie zakończyło tej historii. Jacques Langevin, Christian Martinez oraz Fabrice Chassery to paparazzi, którym postawiono też zarzuty naruszenia prywatności. W tej sprawie toczył się osobny proces. Langevin odpowiadał za słynne "ostatnie zdjęcie", które możecie zobaczyć w poprzednim wpisie, a Martinez i Chassery za fotografie zrobione Dianie i Dodiemu już po wypadku. Te zostały oczywiście skonfiskowane, ale panów ostatecznie również i tym razem uniewinniono. 

Sąd w uzasadnieniu podał, że droga, którą podróżował samochód była publiczna, a Diana i Dodi opuszczając hotel byli świadomi, że zostaną sfotografowani. Taki werdykt ucieszył szczególnie właścicieli gazet, które twierdziły, że proces jest próbą zamachu na wolność mediów. Kontrowersje dotyczyły zwłaszcza postaci Langevina, który nie był podobno członkiem grupy ścigającej samochód, a na miejsce katastrofy dotarł dopiero po 15 minutach od momentu, w którym do niej doszło. 

Embed from Getty Images

Po zakończeniu drugiego, angielskiego śledztwa, William i Harry w oficjalnym oświadczeniu podziękowali wszystkim, którzy w nim uczestniczyli. W przeciwieństwie do Mohameda Al-Fayeda, o którego zdaniu na temat tego co naprawdę stało się 31 sierpnia 1997 roku w tunelu Alma, porozmawiamy za tydzień. 

A jakie jest wasze zdanie na ten temat? Co myślicie o Henrim Paulu i roli paparazzi w całym zdarzeniu? Jak zwykle jestem bardzo ciekawa. 

środa, 27 maja 2020

Jak doszło do wypadku księżnej Diany?

Fot. domena publiczna


Księżna Diana zginęła w wypadku samochodowym w Paryżu, 31 sierpnia 1997 roku. Jak do niego doszło? To temat moich dzisiejszych rozważań. 


Ostatnie wakacje Diany


Latem 1997 roku media żyły relacją Diany z synem znanego egipskiego miliardera, Mohameda Al-Fayeda, który był właścicielem m.in. londyńskiego domu towarowego Harrods, angielskiego klubu piłkarskiego Fulham czy paryskiego hotelu Ritz. Ten ostatni będzie zresztą jednym z bohaterów dzisiejszej historii. 

Wszystko wskazuje na to, że to właśnie Mohamed Al-Fayed zapoznał ze sobą byłą żonę następcy brytyjskiego tronu i swojego najstarszego syna, Dodiego. Jako człowiek bardzo bogaty i wpływowy, często bywał na różnych imprezach charytatywnych i podobno właśnie na jednej z nich po raz pierwszy zetknął się z Dianą. Według niektórych źródeł był też znajomym ojca księżnej, hrabiego Spencera, którego druga żona zasiadała w zarządzie Harrodsa. W każdym razie Mohamed i Diana znali się przynajmniej od 1987 roku, czego dowodzi chociażby poniższe zdjęcie.  

Embed from Getty Images

W 1997 roku Al-Fayed zaprosił Dianę do swojego domu na południu Francji, proponując jej, aby to właśnie tam spędziła swoją część wakacji z synami. Podobno początkowo Diana chciała ich zabrać do Hamptons, ale ten pomysł udaremniła ochrona, twierdząc, że byłoby to zbyt niebezpieczne. W rozmowach miała też pojawić się Tajlandia, ale ostatecznie okazało się, że Mohamed Al-Fayed trafił ze swoją propozycją bardzo dobrze. Została ona bowiem przyjęta. 

To, że stosunkowo słabo znający się ludzie zapraszają się wzajemnie na wakacje, może brzmieć nieco dziwnie. Trzeba jednak pamiętać, że Diana była niesamowicie popularną osobą, jej synowie również nie byli anonimowi, więc istniała raczej ograniczona liczba miejsc, do których ta trójka mogła się udać na letni wypoczynek. Hotel na zwykłej plaży czy nawet apartament w drogim kurorcie nie wchodziły w ich przypadku w grę. 

Warto też wspomnieć, że nie mówimy tu o małym domu z trzema pokojami i dzieloną łazienką, a o wielkiej willi. Posiadłość Al-Fayedów, Castle St Therese, składała się z kilku budynków. Miała, i nadal zresztą ma, 30 sypialni, basen kryty i zewnętrzny, pokój zabaw dla dzieci, kilka tarasów, klub nocny z barem i kinem, siłownię, saunę, kort tenisowy, lądowisko dla helikoptera oraz pomost, przy którym często cumował jacht rodziny. Słowem: to było całkiem sympatyczne miejsce. Możecie je zobaczyć na zdjęciu poniżej. 

  Embed from Getty Images

Wakacje Diany z chłopcami rozpoczęły się prawdopodobnie 11 lipca. 6 dni później paparazzi zrobili im zdjęcia, które obiegły cały świat. W jaki sposób fotografom udało się je zrobić, na razie pozostawiam wam do dopowiedzenia, ale fakt faktem, cała kompania wydawała się świetnie bawić. Była tam Diana, William, Harry, Mohamed Al-Fayed i, a jakże, jego syn, Dodi. Były skutery wodne, skoki do wody i inne podobne atrakcje.  

Embed from Getty Images

Wydaje się, że to właśnie w tych okolicznościach Diana i Dodi się poznali. Co prawda wiele wskazuje na to, że zetknęli się ze sobą już wcześniej, jeszcze w latach 80., ale nawet jeśli tak było, miało to charakter jednorazowy. Diana od czasu swojego ślubu z księciem Karolem poznawała zresztą mnóstwo różnych ludzi. 

Dodi


Przed spotkaniem z Dianą Dodi nie był osobą szczególnie medialną. Pracował co prawda jako producent filmowy, ale trudno go było nazwać popularnym. Wydaje mi się, że Rydwany ognia są najbardziej znanym filmem, w którego powstanie się zaangażował. To produkcja z 1981 roku, która ma na swoim koncie wiele nagród, w tym kilka Oscarów, Złoty Glob i nagrodę BAFTA. 

Mimo że nie był osobą, która przyciągałaby jakąś szczególną uwagę mediów, dość powszechnie uważano go za playboya. Na swoim koncie miał podobno związki m.in. z Julią Roberts czy Winoną Ryder. Jednak do 1997 roku swoją najbardziej medialną relację natury romantycznej stworzył chyba z Brooke Shields. 

Embed from Getty Images

Wróćmy jednak do naszego dzisiejszego tematu.

Drugą połowę lata chłopcy mieli spędzić razem z ojcem w szkockim zamku Balmoral, gdzie rodzina królewska tradycyjnie odpoczywała, i nadal odpoczywa, w sierpniu. Z kolei Diana tuż po zakończeniu urlopu wzięła udział w uroczystościach żałobnych Gianniego Versace, które odbyły się w Mediolanie. Znany projektant został bowiem 15 lipca zastrzelony na schodach swojego domu w Miami Beach. 

Na początku sierpnia udała się natomiast do Sarajewa, aby wesprzeć kampanię na rzecz zakazu używania min przeciwpiechotnych. Zakaz ten zresztą uchwalono niedługo po jej śmierci.

W drugiej połowie miesiąca, już bez chłopców, wróciła natomiast do willi Al-Fayedów na dalszą część swojego letniego wypoczynku. Wtedy Dianie i Dodiemu zrobiono kolejną serię zdjęć na jachcie. Media dosłownie oszalały, bo ewidentnie widać było, że parę coś ze sobą łączy. Do dzisiaj trwają zresztą dyskusje, czy było to coś poważnego. Osobiście uważam, że trudno wyrokować w sprawie znajomości, która trwała zaledwie 1,5 miesiąca.

W każdym razie Diana i Dodi postanowili udać się wtedy jachtem Al-Fayedów w rejs z południa Francji na Sardynię. 


Po jego zakończeniu, 30 sierpnia, wrócili samolotem do Francji, a dokładniej rzecz ujmując, do Paryża. Diana nie widziała swoich synów od miesiąca, chciała więc podobno polecieć do Anglii. William i Harry mieli bowiem wkrótce zakończyć swój pobyt w Szkocji. 

Ritz


Diana i Dodi przylecieli do Paryża prywatnym odrzutowcem rodziny Al-Fayedów. Wylądowali na lotnisku Le Bourget, które obsługiwało głównie loty biznesowe i vipowskie. Towarzyszyło im dwóch ochroniarzy. Jednym z nich był Kez Wingfield, a drugim Trevor Rees-Jones. Panowie spędzili z parą całe lato, pracując, jak zeznał później jeden z nich, po 18 godzin na dobę.  

Embed from Getty Images

Z lotniska około godziny 16.00 odebrał ich zastępca szefa ochrony hotelu Ritz, Henri Paul. Był to moment, w którym wszystkie cztery osoby biorące kilka godzin później udział w feralnym wypadku w tunelu Alma, spotkały się ze sobą. 

W pobliżu lotniska czatowała grupa fotoreporterów. Skąd wiedzieli, że Diana i Dodi się tam pojawią? Wydaje się, że ktoś musiał ich o tym poinformować.

Około 16.30 cała grupa dotarła do hotelu Ritz, którego właścicielem był, jak już wcześniej wspominałam, ojciec Dodiego, Mohamed. Odkupił go w 1979 roku od rodziny Ritzów. W drugiej połowie lat 90. był to jeden z najbardziej ekskluzywnych hoteli na świecie, a noc w nim kosztowała krocie.  

Embed from Getty Images

Diana i Dodi weszli tylnym wejściem i udali się prosto do najlepszego apartamentu, jaki Ritz miał w swojej ofercie. Na zdjęciach z monitoringu widać, że jak cień podążał za nimi jeden z ochroniarzy, Trevor Rees-Jones.

Jakiś czas później Dodi wyszedł z pokoju i udał się do pobliskiego jubilera. Jak łatwo się domyślić, wywoła to później falę spekulacji. Temat pierścionka, tego czy został kupiony, gdzie został kupiony i kto go wybierał, rozłożono na czynniki pierwsze i pewnie można byłoby napisać na jego temat osobny tekst. W każdym razie na zapisach z kamer widać jedynie, że Dodi wrócił do apartamentu z katalogiem w ręku. 

Około 19.00 para opuściła Ritza i udała się do mieszkania Dodiego przy Rue Arsene Houssaye, niedaleko Łuku Triumfalnego. Tak, Dodi miał swój prywatny apartament w Paryżu. Spod hotelu odjechali całą grupą, wykorzystując samochody, którymi wcześniej przyjechali z lotniska. Tego dnia mieli do dyspozycji trzy auta. Dwoma z nich były identyczne Mercedesy S280. 

Mniej więcej w tym samym czasie Henri Paul, który wcześniej odebrał ich z lotniska, skończył swoją zmianę i opuścił hotel. Przed jego frontem zaczęli gromadzić się ludzie, którzy dowiedzieli się, że w środku może być najsłynniejsza kobieta na świecie. 

Z kolei Diana i Dodi, po spędzeniu czasu w mieszkaniu, postanowili zjeść kolację w restauracji Benoit Paris. Zrobili rezerwację, ale paparazzi zaczęli dawać im się we znaki do tego stopnia, że szybko zrezygnowali z tego pomysłu. Zdecydowali, że wrócą do hotelu i zjedzą w L'Espadon, restauracji znajdującej się w jego wnętrzu. 

Wrócili wejściem głównym kilka minut przed godziną 22.00.


Dodi szybko zaczął podejrzewać, że fotoreporterzy dostali się do środka budynku i poprosił, aby dostarczyć im jedzenie do apartamentu.

W tym czasie tłum zgromadzony przed hotelem gęstniał. Byli tam wszyscy: turyści, paparazzi i mieszkańcy Paryża. Ochroniarze próbowali rozmawiać z fotoreporterami i prosić ich o to, aby dali parze nieco przestrzeni, ale ci stwierdzili, że wykonują tylko swoją pracę. To, co działo się tego wieczoru przed Ritzem uwieczniła Australijska turystka, Chloe Papazahariakis. 


Mniej więcej w tym samym czasie do pracy wrócił też Henri Paul. Po co? Prawdopodobnie został wezwany lub też namówiony do tego przez dyrektora hotelu, Franka Kleina. Niektórzy twierdzili, że Paul był jego ulubieńcem, chętnie donoszącym mu o sprawach, które działy się za jego plecami.  

Co więcej, Paul był też człowiekiem bardzo oddanym swojej pracy. Jego znajomi zeznali, że rzadko bywał na urlopie, a jeśli nawet, to zawsze miał przy sobie telefon i był w stałym kontakcie z Ritzem. To wszystko mogłoby tłumaczyć, dlaczego w sytuacji, którą uznano za wyjątkową, poproszono go o powrót do pracy. Tym bardziej, że Paul mieszkał zaledwie kilkaset metrów od hotelu. 

Najwyraźniej nawet elegancki i przyzwyczajony do goszczenia vipów Ritz, nie mógł sobie poradzić z nieprawdopodobną wręcz popularnością Diany. Henri Paul kilkukrotnie tego wieczora wychodził do fotoreporterów i próbował interweniować, ale bezskutecznie.

Dodi po kolacji koniecznie chciał natomiast wrócić do swojego mieszkania. Dlaczego? Tego nie wiemy. Jego ojciec zeznał, że rozmawiał z nim około północy. Twierdził, że syn poinformował go o swoich planach, ale dodał też, że nie wie co robić, bo plac Vendome (na którym znajduje się Ritz) jest pełny ludzi. Mohamed Al-Fayed podobno próbował przekonać go, aby został w hotelu, twierdząc, że "ma tam wszystko" i że wyjście w takich warunkach byłoby niebezpieczne. 

Mimo to Dodi zdecydował, że wróci do swojego mieszkania. Razem z Paulem opracował plan oszukania fotoreporterów. Pod wejście głównie podstawiono w tym celu dwa samochody, którymi wcześniej podróżowała para. Miały posłużyć za wabiki sugerujące, że Diana i Dodi zaraz się przy nich pojawią. 

Kilka minut po północy, 31 sierpnia, Diana i Dodi wyszli z apartamentu i zamienili kilka słów z jednym ze swoich ochroniarzy, Kezem Wingfieldem. Chwilę później Wingfield zszedł na dół, do samochodów zaparkowanych przed frontem budynku, co prawdopodobnie było jednym z elementów planu oszukania paparazzi. Ci bowiem doskonale już kojarzyli obu ochroniarzy Dodiego.  

W tym samym czasie Dodi, Diana, Trevor Rees-Jones i Henri Paul wsiedli natomiast do windy, co uwieczniły hotelowe kamery.


Chwilę później zatrzymali się przed tylnymi drzwiami budynku, czekając na swój samochód. Na zapisach z monitoringu widać, że Diana i Dodi przytulają się do siebie i trzymają za ręce, co chyba potwierdza, że nie byli jedynie dobrymi przyjaciółmi. W końcu żadne z nich nie przypuszczało wtedy, że te nagrania z hotelowych kamer ujrzy w przyszłości cały świat. Nie wyklucza to jednak teorii, że był to tylko wakacyjny romans. 


Na tyłach hotelu, podobnie jak przed jego frontem, znajdowali się fotoreporterzy. Diana i Dodi korzystali wcześniej tego dnia z obu wejść, więc nie było w tym nic dziwnego. 

20 minut po północy cała czwórka wyszła z budynku. Podczas wsiadania do auta paparazzi zrobili im całą serię zdjęć, w tym również to słynne, które możecie zobaczyć poniżej. 

Embed from Getty Images

13 filar paryskiego tunelu Alma 


24 minuty po północy, czyli dosłownie kilka chwil po zrobieniu tego zdjęcia, samochód powadzony przed Henriego Paula uderzył w 13 filar tunelu Alma. 


Niedługo po tym zdarzeniu, na miejsce dotarli paparazzi. Przy rozbitym aucie zaczęły też zatrzymywać się przypadkowe samochody, które akurat tamtędy przejeżdżały. W jednym z nich był lekarz, Frederic Maillez. Szybko stwierdził, że Henriemu Paulowi i Dodiemu Al-Fayedowi nikt nie jest już w stanie pomóc. Z jego relacji wynikało natomiast, że twarz Trevora Rees-Jonesa była poważnie uszkodzona, a Diana płakała, miała problemy z oddychaniem i twierdziła, że bardzo cierpi.

W czasie, kiedy Maillez starał się udzielić pomocy dwójce rannych, paparazzi robili im zdjęcia. Jak już wspominałam, każde ujęcie Diany było w tamtym czasie warte majątek, ale i tak mam nadzieję, może naiwną, że działali oni automatycznie, napędzani siłą przyzwyczajenia. Jeśli tak nie było, oznacza to, że żyjemy w świecie, który bywa naprawdę okropnym miejscem. 

Służby ratunkowe, które niedługo potem dotarły na miejsce wypadku, użyły piły łańcuchowej, aby wydostać Dianę z samochodu. Jeden ze strażaków, Xavier Gourmelon, wspominał później, że na początku księżna rzeczywiście była przytomna, ale to się szybko zmieniło i pierwszy raz trzeba było reanimować ją jeszcze w tunelu. 

Ratownicy starali się dowieźć ją do szpitala jak najszybciej. Ostatecznie trwało to jednak bardzo długo. Wybrano nie najbliższą placówkę, a taką, która była przygotowana na przyjęcie pacjentów w stanie, w jakim znajdowała się wtedy księżna Walii. Ponadto we Francji karetki zatrzymują się na czas przywracania rannemu funkcji życiowych. Nie wiem czy ta zasada nadal obowiązuje, ale na pewno obowiązywała w 1997 roku. Z tego powodu Diana została przyjęta do szpitala dopiero około 2 w nocy, czyli 1,5 godziny po wypadku.

Nieco wcześniej o zdarzeniu został poinformowany ambasador Wielkiej Brytanii we Francji, Michael Jay, który z kolei o sprawie powiadomił prywatnego sekretarza królowej, Robina Janvrina. Przebywał on wówczas z rodziną w Szkocji. 

Około godziny 4 nad ranem lekarze stwierdzili śmierć Diany. Przedstawiciel szpitala poinformował media, że jej przyczyną były rozległe obrażenia wewnętrzne.

 

Na tej informacji cała sprawa się oczywiście nie zakończyła. Można nawet powiedzieć, że wtedy dopiero się zaczęła. Ale o tym porozmawiamy sobie za tydzień. 

Byliście już na świecie, kiedy te wydarzenia miały miejsce? A może dobrze je pamiętacie? Koniecznie dajcie znać. 

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia